wtorek, 29 marca 2016

Fanfick: Jeanette

Oboje szliśmy przez las i prowadziliśmy swoje rowery. Było już okropnie ciemno i jedynym źródłem światła był widniejący księżyc w pełni. Prawdopodobnie dochodziła północ.
-Sądzisz, że znajdziemy pozostałych? -zapytałam z nadzieją w głosie rozglądając się na wszystkie strony
-Nie mam pojęcia... -odpowiedział zakłopotany Alvin- Kompletnie nie wiem gdzie oni mogą być.
-Może odpoczniemy tutaj? W nocy i tak ich nie znajdziemy. -dodałam
-Masz rację, poczekamy do rana.
Zostawiliśmy dwa czarne rowery na ścieżce i poszliśmy troszeczkę głębiej w las. Pod jednym z drzew zastaliśmy warstwę miękkiego mchu, na którym postanowiliśmy spędzić noc.
-O świcie wyruszymy na poszukiwania -powiedział Alvin, żeby mnie trochę uspokoić- Zobaczysz, będzie dobrze...
Bez słowa obróciłam się w drugą stronę i delikatnie ułożyłam na posłaniu. Chłopak także postanowił odpocząć i zrobił to samo.
***
Przez dłuższy czas nie mogłam zasnąć. Powoli usiadłam na trochę wilgotnym mchu i wsłuchałam się w panującą ciszę. Nawet Alvin wyjątkowo przestał chrapać. W głowie cały czas huczało mi od złych myśli, które nie dawały mi spać. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że i tak już dzisiaj nie zasnę, więc postanowiłam sama wyruszyć na poszukiwanie przyjaciół. Zarzuciłam różową kurtkę, którą wcześniej postanowiłam się okryć i podeszłam do ścieżki. Bez zastanowienia skręciłam w lewo, bo podejrzewałam, że właśnie tam przebywa reszta.
-Żaneta! -zaczęłam nawoływać- Szymek!
Odpowiedziało mi niestety tylko głuche echo, jakby dobijające się od wszystkich pni drzew.
-Gdzie jesteście?! -jęknęłam
***
Po kilkunastu minutach wędrówki, z oddali usłyszałam śmiech. Gwałtownie obróciłam się za siebie, jednak nikogo nie zauważyłam.
-Jest tu kto? -szepnęłam
Tym razem także nikt mi nie odpowiedział, więc szłam dalej szybkim krokiem. Czułam, że ktoś się do mnie zbliża, jednak nie raczyłam nic powiedzieć. Byłam coraz bliżej dziwnego śmiechu dochodzącego jakby z najbliższych krzaków.
-Jesteście tu? To ja! -zakrzyknęłam odsuwając kłujące gałęzie
Z krzewów raptownie poderwała się chmara czarnych jak węgiel wron. Nieźle się ich wystraszyłam, jednak zaraz uświadomiłam sobie, że to tylko ptaki i uspokoiłam się. Kątem oka zobaczyłam sytuację panującą za moimi plecami. Byłam przekonana, o tym, że ktoś mnie śledzi.
-Proszę Was... -szeptałam- Gdzie jesteście?
Mimo ciągłego strachu, zwolniłam kroku i zaczęłam wsłuchiwać się w otoczenie. Niektóre ptaki próbowały śpiewać jakąś melodię, jednak z pewnością im się to nie udawało. Miałam wrażenie, że w powietrzu wisiała dziwna tajemnica nieznanego pochodzenia.
-Alvin? -zapytałam, kiedy poczułam jakiś oddech na moim karku 
Raptownie ktoś zakrył mi oczy i powalił na ziemię. Zaczęłam krzyczeć ile sił, jednak nikt mnie nie usłyszał.
Był środek nocy.
W środku lasu.

Autorka: Jeanette

*********************************************************************************

No.. mi się bardzo podoba, chodź tak na serio to trochę nie wiem o co chodzi ale mam na dzieję, że będą kolejne części xD 
Mnie osobiście wciągnęło, pomimo że trochu krótkie... ale mniejsza <3 Nie ma literówek, wyłapałam tylko kilka powtórzeń :) Więc... mi się podoba i daje mocne 9/10, bo serio trochę nie kapuję xD
Czekam na kolejne części, jęzlei będziesz chciała :) <3

niedziela, 27 marca 2016

Fanfick: Kasia Tasia

Ona- Piękna dziewczyna o fiołkowych oczach i brązowych bujnych włosach z fioletowymi pasemkami. Mądra utalentowana,zgrywająca divę w szkole, lecz nikt nie wie jaka jest naprawdę..
On- Przystojny szatyn o błękitnych oczach i okularach na oczach. Inteligenty, lecz nie popularny. Nikt nie zwraca na niego uwagi, a on nie zwraca uwagi na innych póki nie pozna bliżej pewnej dziewczyny o fiołkowych oczach...
ŻANETA

Obudził mnie dźwięk budzika. Wyłączyłam go i niechętnie zwlekłam się z łóżka. Znowu trzeba do szkoły. Znowu muszę udawać kogoś kim nie jestem. Nie znoszę tego, ale skoro już zaczęłam to muszę ciągnąć to dalej. Tak bardzo znowu chciałabym być znowu sobą. Wyluzowaną nastolatką z okularami na nosie zamiast szkieł kontaktowych i bez tony makijażu. Ale jeżeli bym tak przyszła do szkoły wyśmialiby mnie, a tak bardzo się tego boje. Boje się odrzucenia bycia samotną. Wtem moje rozmyślania przerwała moja ciocia krzycząc z dołu żeby przyjść na śniadanie. Zeszłam więc na dół po drewnianych schodach. W jasno oświetlonej kuchni czekała już moja zawsze uśmiechnięta ciocia. Przywitałam się porozmawiałam z nią chwile po czym weszłam spowrotem na gorę aby się pomalować.
*pół godziny później.*
Właśnie szłam do szkoły kiedy potrącił mnie jakiś chłopak przez którego upadłam. Już miałam krzyknąć kiedy zauważyłam że ów chłopach wyciąga do mnierękę. Bez zastanowienia ją chwyciłam. Kiedy wstałam popatrzyłam się na niego. Był ode mniewyższy o głowę. Miał brązowe włosy i piękne niebieskie oczy, w które mogłabym się wpatrywać godzinami... Stałam tak patrząc się na niego,ale zaraz oprzytomniałam. Powiedziałam ciche dzięki i szybko poszłam dalej. Mam nadzieję że nikt mnie nie zobaczył...
Kiedy weszłam do szkoły od razu przywitały mnie moje ,, przyjaciółeczki''. Ubrałam więc maskę divy i zaczęłam się z nimi śmiać i gadać o różnych głupotach. Pierwsza była matma, eh..
Weszłam do damskiej łazienki, aby tam poczekać na dzwonek i posiedzieć trocho po dzwonku. W końcu musze być w centrum uwagi. Usłyszałam dzwonek. Odczekałam kilka minut po czym weszłam do klasy. Czułam na sobie wzrok wielu osób. Zaraz odezwała się belferka.
- Dlaczego się spóźniłaś?Dzwonekbył 10 min temu!
-cóż, jakoś tak wyszło. Ziemia się od tego nie zawali- odparłam beznamiętnym tonem.
Usiadłam do ławki i spojrzałam znudzonym wzrokiem na wściekłą belferke.
- jeszcze raz się spóźnisz i idziesz do dyrektora! -wrzasnęła- a teraz piszcie temat...
Nie słuchałam jej. Spojrzałam za okno i jak zwykle bujałam w obłokach. Wyrwałam się z krainy marzeń. Moja przyjaciółkazaczęłami nawijać o jakiś przystojniaku. spojrzałam na temat. Umiem to. Umiem większość rzeczy. Nie chwaląc się jestem dośćmądra i mam dobrą pamięć. Znudzona ględzeniem Oliwki( tak miała na imię moja przyjaciółka) znowuodpłynęłamw świat marzeń prawie zasypiając. Zaraz usłyszałam dzwonek. Wyszłam więc ze swoją bandą na korytarz i patrzyłamna wszystkich z wyższością, chodź wiedziałam że tak nie jest, Wiem że jestem taka jak oni chodź nie wyglądam. Eh.. Następna miała być muzyka. Kocham ten przedmiot! Kocham śpiewać i pisać. Po 5 minutach przerwy zadzwonił dzowonek oznajmiający początek muzyki. Ze szczerym uśmiechem weszłam do sali i usiadłam jak zwykle pod oknem. Przez całą lekcję śpiewaliśmy różne piosenki sami lub cała klasa. Było całkiem miło. Pod koniec lekcji nasz nauczyciel postanowił dać nam ,, wypracowanie'' .
- Macie napisać oraz zaprezentować przed klasą piosenkę. Podzielę was w pary. Więc tak.. Drake będzie z Elliot, Josh z Meridą... - nie słuchałam aż usłyszałam moje imię- i została nam ostatnia para czyli Żaneta Millet i Szymon Sevill. Zamarłam. Spojrzałam na niego. To był ten chłopak który mnie przewrócił i pomógł wstać. Przegryzłam ze zdenerwowaniawargę.Dlaczego akurat on?
Nauczyciel kontynuował.
- Macie na to 2 tygodnie ale termin może sie zmienić więcsiępospieszcie! nodzwonek. To idzie już naprzerwę.
Szymon.
Kiedy usłyszałem nie mogłem w to uwierzyć. Musze być w klasie z divą. No niedoczekanie! Spojrzałem na nią. To przecież ją wywróciłem! Wtedy wydawała się taka delikatna i nieśmiała. Cóż pozory mylą. Raczej i tak nikt nie będzie chciał się ze mną zamienić więc. Co będzie to będzie najwyżej sam napiszepiosenkęa ona sietylkodo tego przyzna. Zamyślony wyszedłem z sali.Idączauważyłem tę dziewczynę. Niby zachowywała się jak typowa diva, ale widziałem w jej oczach że jest smutna, że to nie ona. Patrzyłem się tak na nią póki nie zniknęła w łazience a ja omało nie wpadłem na jakiegoś mięśniaka.
- Uważaj jaklezieszokularniki. He he - Krzyknął i zaśmiał się jak idiota.
Reszta lekcji szybko zeszła. Po lekcjach podeszła do mnie ów diva.
- Ty jesteś Szymon Sevile? - spytała obojętnie patrząc sobie na paznokcie, które trzymała przed twarzą.
- Ta... Jesteśmy razem w parze wiem. - odparłem zamykając szafkę.
- Słuchaj, chcę mieć to jak najszybciej z głowy. Jutro możemy się spotkać, muszę odwołać kilka spotkań ale nie są ważne. Będę miała kilka godzin. Pasuje ci?- Nie spodziewałem się takiej odpowiedzi. Myślałem że przyszła, aby oznajmić, że niebędziemipomagałai abym sam to napisał. Jednak nie była też za miła, ale cóż się po takiej spodziewać.
- Hmm.. No jasne.. to może u ciebie...
- NIE! - krzyknęła.
- Dlaczego? - zapytałem zaskoczony jej wybuchem.
- Nie interesuj się, nie będę ci się spowiadać - syknęła.
- Dobra! To u mnie. Masz mój adres - powiedziałem już poirytowany i dałem jej karteczkę z moim adresem.
- Ok. Będę około 12, i pamiętaj, ja nie będę czekać. - powiedziała i już jej nie było. Ta dziewczyna mnie coraz bardziej irytuje... i intryguje. Może się czegoś więcej dowiem jutro. Wziąłem plecak na ramie i ruszyłem do domu.
ŻANETA

Wróciłam do domu zmęczona tym udawaniem. Nareszcie znów mogłam być sobą. Zdjęłam kurtkę, zrzuciłam buty. Weszłam do salonu i położyłam plecak na kanapie. Rzuciłam się na kanapę ze zmęczenia. Niedługo wróci moja siostra Brittany. Jest ode mnie o rok młodsza. To śliczna dziewczyna o rudych włosach i niebieskich oczach podobnych do Szymona. Ma takie śliczne oczy i te włosy... Jest słodki.. Stop, stop! Nie możesz tak myśleć o nim! Nie możesz! Pamiętaj kim jesteś. Nie mogłabyś. Eh.. Wzięłam poduszkę i pisnęłam w nią z rozpaczy. Co usłyszała moja nadchodząca siostra.
- A tobie co? Niech zgadnę chłopak? - wyszczerzyła zęby w uśmiechu. Podniosłam na nią wzrok i Rzuciłam w nią poduszką.
- O nieładnie. Tak się bawimy? Szykuj się na klęskę! - Po czym siostra rzuciła się na mnie i zaczęła mnie tłuc poduszką. Długo nie pozostałam jej dłużna. Wzięłam poduszkę obok i jej oddałam. Bitwa na poduszki trwała dobre 20 minut. Dobrze się bawiłyśmy i śmiałyśmy w najlepsze.
- Brit dosyć, nie mogę już - zaśmiałam się
- Czyli się poddajesz? - Spytała niebieskooka głęboko oddychając ze zmęczenia.
- Ani mi się śni - zaśmiałam się i przyłożyłam jej poduszką. Tym zapoczątkowałam ponowną bitwę, która skończyła się 10 min później kiedy weszła do domu nasza ciotka.
- A co tu się dzieje dziewczynki? - spytała ciocia wymuszając się na uśmiech.
- Nic takiego tylko takie siostrzane przepychanki - wyszczerzyła zęby Brit.
- Ciociu coś się stało? - spytałam z troską.
- Nic takiego dziewczynki, naprawdę. - uśmiechnęła się. Brit chyba to łyknęła, ale ja wiedziałam ze coś jest nie tak.
- Ciociu na prawdę możesz nam powiedzieć o co chodzi.
- Ja nic po prostu.. Ał.. - złapała się za serce
- Ciociu! - krzyknęłyśmy z siostrą. - Brit szybko dzwoń po pogotowie!
- Już ! Halo? Moja ciocia...
- Ciociu wszystko już dobrze to na pewno nic groźnego.. - uśmiechnęłam się pocieszająco
- O to mi chodziło mam problemy z sercem. Ale nie martwcie się nic mi nie będzie -uśmiechnęła się ciocia.
Po kilku minutach nadjechało pogotowie i wzięło naszą ciocię..
-Spokojnie nic mi nie będzie - powiedziała tylko i drzwi karetki się zamknęły a ciocia pojechała. Miałam łzy w oczach tak się bałam...
- Żan, nic jej nie będzie - powiedziała łamiącym się głosem moja siostra - jutro do niej pojedziemy, dzisiaj i tak nas tam nie wpuszczą.
- Masz rację - powiedziałam wycierając łzy - a jakby coś się stało, to do nas zadzwonią. Idziemy coś obejrzeć? Muszę w końcu zmyć z siebie tą tapetę! - zaśmiałam się.
- Jasne odpowiedziała i ruszyłyśmy do domu. Weszłyśmy na górę i rozdzieliłyśmy zadania - ja miałam się umyć i naszykować laptopa, a Britt jak się umyje ma zrobić popcorn i coś do picia. Gdy weszłam do ciemno-fioletowego pokoju usiadłam na kanapie i zdjęłam niebotycznie wysokie koturny odczuwając wyraźną ulgę Zrzuciłam skórzaną kamizelkę i poodkładałam dziesiątki pierścionków, zegarek i naszyjnik. Wyjęłam z włosów wsuwki i rozpuściłam je. Wyjęłam szkła kontaktowe zakładając okulary z fioletowymi oprawkami. Weszłam do łazienki z ręcznikami i piżamą. Postanowiłam, że wezmę prysznic zamiast kąpieli. Po około 10 minutach byłam już odświeżona i byłam znów sobą. Bez tony makijażu i z odważnymi ubraniami, tylko w luźnej piżamie, szlafroku, skarpetkach, luźnym kucyku i w okularach. Powiesiłam ręcznik i wyszłam z łazienki. Odłożyłam spodenki do szafy, a bluzkę włożyłam do pralki. Przeszłam obok kanapy i doszłam do parapetu filetowymi ozdobami, poduchami i moim laptopem również fioletowym. Przeszłam obok i doszłam do łóżka z biało-fioletową pościelą i purpurowym kocem w kropki. Poustawiałam poduszki pod ścianą, rozłożyłam puchowy koc i postawiła laptopa na łóżku. Podsunęłam stolik pod mebel, żebyśmy miały gdzie postawić picie i popcorn i pewnie jakieś żelki. Włączyłam lampkę z fioletowym światłem, która zrobiła przyciemniony nastrój, a także powieszone nad łóżkiem lampki w kształcie motyli, dające waniliowe światło. Zadowolona stanęłam przed łóżkiem na włochatym dywanem i popatrzyłam na swoje dzieło, które się prezentowało cudownie. Nie mogąc się oprzeć, zrobiłam zdjęcie i wstawiłam na Instagrama.
- Pójdzie nam to w brzuch. - powiedziałam patrząc na stos kalorii, ale które chciałam z największą ochotą zjeść.
- Nie! Wierzmy, że pójdzie nam w górne części tułowia - zaśmiałyśmy się obie i położyłyśmy wszystko na stoliku. Weszłyśmy na łózko i przykryłyśmy się kocem.
- Co oglądamy? - zapytałam.
- Step Up?
- Która część?
- Wszystkie - powiedziałyśmy równocześnie i po chwili zaczęłyśmy nasz maraton filmowy. Skończył się on mniej więcej o 5 rano, więc padnięte i najedzone usnęłyśmy w moim łóżku.
Obudziłam się strasznie zmęczona i przypomniałam sobie wczorajszy wieczór. Uśmiechnęłam się pod nosem jednocześnie przeciągając. Britt musiała już wstać i pójść do swojego łóżka spać dalej, bo nie sądzę żeby już nie spała. Warto było spędzić czas z siostrą, nawet dla worów pod oczami! Wstałam owinięta w szlafrok i spojrzałam na godzinę - 11:03. Krótko spałam.. może jeszcze się położę... chwila! O 12 mam iść do Szymona! Jasna cholera! Od razu się obudziłam i pędem pobiegłam do łazienki umyć zęby. Podbiegłam do szafy i szybko wyjęłam którykolwiek zestaw. Ubrałam się szybko i zrobiłam lekki makijaż. Wzięłam komórkę w kieszeń i napisałam siostrze że mnie nie będzie, po czym zbiegłam na dół wzięłam swoją kurtkę i wyszłam z domu. Kiedy spojrzałam na komórkę była 11;30 nie jest źle-pomyślałam. Zaczęłam się zastanawiać gdzie on mieszka. Wyjęłam komórkę w której zapisałam adres. To jakieś 2 ulice stąd. Nie muszę się spieszyć. Ruszyłam wiec drogą przez park podziwiając naturę. Kiedy stanęłam przed jego domem była 11;55 . Zapukałam do drzwi, by znów stać się divą...
- Kto tam? - usłyszałam głos zza drzwi.
- A jak myślisz? - odparłam sarkastycznie - Otwieraj mówiłam, że nie będę czekać! - krzyknęłam a drzwi prawie natychmiast się otworzyły. W drzwiach pojawił się Szymon w dresach i.. bez bluzki. Nie powiem klate to on ma, mimo że nie wygląda. I te włosy w artystycznym nieładzie dodawały mu tylko uroku... Mr.. Nie, stop!
- Nareszcie - mruknęłam i weszłam do środka.- Może byś się ubrał? Nie masz co pokazywać. - uśmiechnęłam się z wyższością do zdezorientowanego chłopaka. Nie patrząc na niego weszłam dalej i znalazłam się w biało-czarnym salonie. Siadłam na białej kanapie i spojrzałam na fotografie poustawiane na szafkach. Był tam Szymon i jakiś chłopak. Pewnie brat lub kolega. Na następnym zdjęciu dwójka tych samych chłopaków z jakąś kobietą. Prawdopodobnie rodzicielką. Na następnym zdjęciu było coś dziwnego.. Niby normalne zdjęcie, ale w tle znajdowała się jakaś twarz. I to raczej nie ludzka... Podeszłam bliżej, aby się przyjrzeć, lecz usłyszałam kroki Szymona więc siadłam szybko na kanapie. Niech nie myśli, że interesuje mnie jego dom. Tylko ta fotografia.. Za chwilkę pojawił się Szymon i skierował mnie na górę. Wstałam odrzucając włosy do tyłu i z gracją go omijając powoli weszłam na górę. Na górze były 3 pokoje. W jednym dojrzałam pokój z instrumentami i mikrofon. Natomiast następna sala to była chyba jego sypialnia. Weszłam nie czekając na towarzysza. W pokoju przeważał kolor niebieski. Jeden z moich ulubionych. Była tam szafka z książkami, duże łóżko z niebieską pościelą w białe kropki. Obok szafki było biurko z laptopem, a na samym środku czarny puszysty dywan. Było tu bardzo przytulnie.
Szymon nadal nie wracał więc poszłam do następnego pokoju, w którym przeważał kolor czerwony i... bałagan wielki bałagan! Wszędzie walały się ubrania, podręczniki, płyty. Wszystko tam można było znaleźć. Miałam nadzieje że pokój mojego partnera to ten niebieski. Nie mogłabym się skupić w takim bałaganie! Szymon chyba musi mieć brata. Bardzo nieogarniętego. Wróciłam do niebieskiej sypialni, posiedziałam trochę, ale szybko mi się znudziło i zastanawiało mnie czemu go tak długo nie ma. Nie żebym się o niego martwiła. Zeszłam więc na dół do salonu, a potem do kuchni, gdzie ujrzałam dwóch chłopaków.. Obok bruneta w niebieskiej bluzie, stał trochę niższy, również brunet o czekoladowych oczach. Ubrany był w czerwoną bluzę ze złotym A oraz dresy z niższym krokiem. Na stopach miał czarne nike'i za kostkę, a włosy miał w artystycznym nieładzie. Była nawet przystojny, ale nie to co niebieskooki.. Stop! Przestań o nim tak myśleć! Ale ten w czerwonej bluzie, myślę że spodobałby się mojej sis. Kiedyś ich sobie przedstawię. Właśnie zorientowałam się, że oboje sie na mnie gapią.
- Na co się tak gapicie? - syknęłam.
- Nikogo innego tu nie ma więc chyba możesz się domyślić. - odparł brązowooki z sarkazmem. Dobra może jednak nie jest dla Brit.
- Pff.. Szymek mówiłam ci, że nie będę czekała. Więc rusz 4 litery wejdźmy na góre i zacznijmy pisać tą głupią piosenkę!- krzyknęłam, po czym odwróciłam się na pięcie i wyszłam z kuchni i poszłam z powrotem do niebieskiego pokoju.

SZYMON

- Wkurzająca ta twoja nowa dziewczyna - powiedział mój brat
- TO NIE JEST MOJA DZIEWCZYNA i nigdy nią nie będzie! - krzyknąłem. Dość mnie intrygowała lecz raczej nic by z tego nie wyszło. Mamy odmienne charaktery. Westchnąłem i wszedłem do swojego pokoju. Na łóżku zauważyłem śpiącą dziewczynę. Wygląda tak słodko kiedy śpi. Mimowolnie się uśmiechnąłem i okryłem ją kocem. Usiadłem na krześle i przeglądałem internet. Po jakiejś godzinie usłyszałam szepty, a potem krzyki. To Żaneta krzyczała przez sen.
- Nie Ela nie! Proszę tylko nie ty! Nie!- Krzyczała i rzucała się na łóżku. Nie mogłem tak na to patrzyć więc ją natychmiast obudziłem.Wystraszona przytuliła się do najbliższej osoby. Tą osobą okazałem się ja. Nie wiedziałem co zrobić, ale także ją przytuliłem.

ŻANETA

To było okropne! Śniło mi się, że Ela, że ona... Moja mała siostrzyczka... Nie wiedząc co robię przytuliłam się do niego. Byłam taka wstrząśnięta i zrozpaczona. Przez chwile znów byłam sobą, ale po chwili mi się przypomniało kim jestem. Kim powinnam być.Odskoczyłam od niego na 2 stronę łóżka ze strachem.
- Co ty robisz idioto?! - krzyknęłam patrząc na niego ze złością.
- To ty mnie przytuliłaś. Nie wyżywaj się na mnie. Chciałem ci tylko pomóc! - zwrócił się z irytacją niebieskooki. Miał racje. Musiałam skończyć temat. Wzięłam więc torebkę i bez słowa udałam się do łazienki, aby poprawić makijaż. Kiedy wróciłam Szymka nie było, znalazłam go natomiast w pokoju obok, gdzie śpiewał piosenkę. Stanęłam z rogu i słuchałam.
Zapraszam Ciebie na to spotkanie
I wtedy wrócisz ty do domu po dziesiątej
Ale nic Ci się nie stanie
Czy Ty się zgodzisz - ja tego nie wiem
To nienormalne i nachalne z mojej strony
Ale będzie nam jak w niebie
I gdy poczujesz nowy smak
To będę ja!
I niecodziennie taki sam
Dobre zaklęcie w moich dłoniach mam
Nie będę kusił mą rezydencją
Nie będę kłamał, chwalił się inteligencją
Bo to grozi dekadencją
Wystarczy małe 'Dzień dobry Panu'
A obiecuję za te słowa zrobię tylko Tobie
Sacrum i profanum
I gdy poczujesz nowy smak
To będę ja!
I niecodziennie taki sam
Dobre zaklęcie w moich dłoniach mam!
Poznam Cię z miłością naturalną i
Niedotykalną i nieprzewidywalną
Poznam Cię z miłością symetryczno-liryczną
I niekoniecznie czystą
Poznam Cię z miłością naturalną
Niedotykalną i nieprzewidywalną
Poznam Cię z miłością symetryczno-liryczną
I niekoniecznie czystą
Co ja zrobiłem, o wielkie nieba!
Zalałem głowę Twą osobą jak narkotyk
Tylko tego było trzeba
Miłosne teksty, zabawne gesty
Zdecydowanie wolę jak tracę kontrolę
Tego nauczyli w szkole
I gdy poczujesz nowy smak
To będę ja!
I niecodziennie taki sam
Dobre zaklęcie w moich dłoniach mam!
Poznam Cię z miłością naturalną i
Niedotykalną i nieprzewidywalną
Poznam Cię z miłością symetryczno-liryczną
I niekoniecznie czystą

Świetnie śpiewa. Ma naprawdę niezły głos, zrobił by wielką karierę jakby chciał. Dziwne tyle już mieliśmy razem lekcji muzyki a ja nadal tego nie zauważyłam.
Kiedy skończył zaczęłam sarkastycznie brawo.
- Pięknie skarbeńku, oby tak dalej! Mam nadzieję, że nie zawalisz przed całą klasą i nie skompromitujesz mnie. - mówiąc to patrzyłam na niego znudzonym spojrzeniem. Widziałam tą złość i irytację w jego oczach. Niby się do tego przyzwyczaiłam, ale jednak mnie to trochę zabolało. Co się ze mną dzieje?!
- Ta, bądź spokojna. - odpowiedział mierząc mnie wzrokiem- a teraz może w końcu weź my się po to po co tu przyszłaś.
- Jasne, to.. jaka to ma być piosenka? Daję ci wybór coś szybkiego i energicznego czy coś romantycznego i eleganckiego?
- Zróbmy może jakąś piosenkę popową. Do tego będzie łatwo stworzyć układ taneczny - powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu.Przypominał mi ojca..
- Niech ci będzie, w takim razie o czym będzie ta piosenka?
-Może.. może coś o marzeniach lub o zabawie.Może o tańcu? Tak coś takiego.
- A czemu ty masz wybierać? Ja też tu jestem.
- To o czym niby?
- Może o miłości? Tak o miłości! Koniec i kropka! - teraz to ja nie znosiłam sprzeciwu. On tylko przewrócił oczami.
- Czy wszystkie dziewczyny chcą tylko piosenek o miłości? - jęknął
- Może nie wszystkie, ale ja chce. Taka nasza natura lubimy takie piosenki..
-Pójdźmy na układ to będzie piosenka o miłości i tańcu. Zgoda?
Przewróciłam oczami. - Zgoda niech ci będzie.
Siedzieliśmy nad melodią i słowami kilka godzin. Udało nam się zrobić 1 zwrotkę i refren. Jest dobrze. Przyjdę do niego jeszcze jutro i piosenkę już będziemy mieli. Na koniec pozostałą kwestia zaśpiewania razem tej piosenki..
Szymon.,
Już niedługo koniec! Mam jej już dosyć. Teraz musimy jeszcze zaśpiewać..
- Oki to 1,2,3 GO!
"Oh don't you dare look back. Żan
Just keep your eyes on me."
I said, "You're holding back," (szymon)
She said, "Shut up and dance with me!"
This woman is my destiny
She said, "Oh, oh, oh,
Shut up and dance with me." (razem)
We were victims of the night,
The chemical, physical, kryptonite
Help us to the bass and the fading light
Oh, we were born to get together,
Born to get together
She took my arm,
I don't know how it happened.
We took the floor and she said,
"Oh don't you dare look back.
Just keep your eyes on me."
I said, "You're holding back," (szymon)
She said, "Shut up and dance with me!"
This woman is my destiny
She said, "Oh, oh, oh,
Shut up and dance with me." (razem)
Kiedy skończyliśmy popatrzyliśmy na siebie. Miała piękny głos. Śpiewała jak inny człowiek, jak nie ona. Może jednak nie będzie tak źle.. Staliśmy na przeciw siebie. Zbliżyłem się do niej, byliśmy tak blisko, nasze twarze dzieliło kilka centymetrów. Prawie się pocałowaliśmy, ale dziewczyna się otrząsnęła i odeszła parę kroków do tyłu przez co pocałowałem podłogę.
- Co ty robisz?! Nie wyobrażaj sobie! Ja.. Ja już idę! Do jutra! A i pamiętaj następnym razem nie będę tyle czekała! - Krzyknęła i już jej nie było. Prawie ją pocałowałem.Nie wiem co we mnie wstąpiło,po prostu to była chwila. Żaneta tak od razu mnie nie odepchnęła, czuje, że ona jest naprawdę całkiem inna. Musze to sprawdzić...

ŻANETA

To był nawet miły dzień. Gdybym była sobą byłby jeszcze lepszy. Już trochę mamy,a jutro zrobimy resztę. Wracałam przez miasto, była 16, czyli jak na tę porę roku przystało ciemno. Wszędzie paliły się światła. Było pięknie, nie mogłam się powstrzymać i cyknęłam szybko fotke na insta i snapa. Negatywem tego pięknego widoku było nieznośne zimno. Zatrzęsłam się i szybkim krokiem ruszyłam do domu. Kiedy weszłam odetchnęłam z ulgą. Zdjęłam buty,kurtkę i weszłam do łazienki, aby zmyć z siebie tą tapetę. Po umyciu twarzy weszłam do pokoju gdzie leżąc na łóżku czekała moja siostrzyczka.
- A ty gdzie się podziewałaś? - podniosła się do pozycji siedzącej - pewnie randkowałaś hmm?
- Co?! Nie! Wiesz, że ja nie randkuję- zaśmiałam się - pisałam z pewnym chłopakiem piosenkę na zajęcia. Nic tam nie zaszło, jeżeli o tym myślisz.
- Yhm.. już ty mi tu nie udawaj - wyszczerzyła sie- No to może zademonstrujesz mi co już napisaliście?
- jasne, tylko chodź po gitarę. Pokaże ci jaka ma być melodia. Ty będziesz grała, a ja zaśpiewam, oki? - uśmiechnięta, pobiegłam po gitare i podałam jej siostrze wraz z nutami. Świetnie się razem zgrałyśmy. Brit jest świetną gitarzystką, ale jeszcze lepszą tancerką. Po prostu wymiata na parkiecie! Kiedy skończyłyśmy siostra powiedziała, że jest ciekawa co dalej kombinujemy.Po czym poszła na dół, by zaparzyć kawę.Zostałam wiec sama ze swoimi myślami. Szymon, wydawał sie naprawdę fajny. Myślę, czy.. czy nie pokazać mu prawdziwą siebie. Byłoby łatwiej nam pracować byśmy sie lepiej poznali. Bym mogła z kimś jeszcze pogadać jako ja. Tak to wydaje sie spoko pomysł, ale jeżeli on wszystkim to wygada? Nie.. nie dałabym chyba rady.. Czemu to wszystko jest takie skomplikowane?! Opadłam na łóżku i krzyknęłam w poduszke. Byłam zmęczona mało spałam, jeszcze tyle godzin pracy.. Zaraz zapadłam w sen.
BRITTANY

Kiedy się obudziłam była 8 rano. Strasznie wcześnie, jak na mnie. Postanowiłam spróbować znów zasnąć, lecz mój mózg miał chyba inne plany. Chcąc nie chcąc zwlekłam się z łóżka i zeszłam na dół coś zjeść. Postawiłam dziś na płatki z mlekiem. Po zjedzeniu, nie mając co robić postanowiłam wyjść pobiegać. Weszłam więc do mojego pokoju i wybrałam siwe dresy, biały top i na to błękitną bluzę. Rozczesałam włosy i zrobiłam luźnego koka. Było rano raczej nikogo nie będzie więc postanowiłam wyjść bez makijażu. Wzięłam jeszcze ze sobą swoją komórkę wraz ze słuchawkami i wyszłam zostawiając w kuchni kartkę, że niedługo wrócę. Na dworze było ciepło i słonecznie. Założyłam słuchawki puszczając swoją ulubioną muzykę i pobiegłam w stronę parku. Kiedy tak biegłam zamyśliłam się i zamknęłam na chwile oczy. Wymyślałam sobie różne historie nie do spełniania. Uwielbiałam marzyć. Uciec do własnego świata, w którym możesz być kim zechcesz. Kiedy tak rozmarzałam nie zauważyłam, chłopaka na przeciwko mnie. Nim się zorientowałam wpadłam na ów chłopaka.
- Strasznie przepraszam!Po prostu się zamyśliłam, ja... - zaniemówiłam, bo ujrzałam chłopaka o hipnotyzujących czekoladowych oczach i włosach w nieładzie tego samego koloru. Był w czerwonej bluzie i jeansach.
- Nic się nie stało - uśmiechnął się do mnie łobuzersko- Um.. Halo? Ziemia do rudej! - po tym zareagowałam. Nie znoszę jak ktoś mówi do mnie ruda. Wiem, że mam rude włosy.
- Tylko nie ruda! - rzuciłam zdezorientowanemu chłopakowi ostrzegawcze spojrzenie
- Jak chcesz... ruda. - Wyszczerzył się jeszcze bardziej. Jak ten chłopak mnie denerwuje, a nawet nie znam jego imienia. - Tak w ogóle jestem Seville. Alvin Seville.- Po czym zrobił minę niczym James Bond. Mimowolnie się zaśmiałam.
- Ja jestem Miller. Brittany Miller.
- Tobie nie pasuje tak mówić mała. Nie masz tego czegoś. - Zaśmiał się widząc moją wściekłą minę.
- Nie jestem mała! To że jesteś ode mnie wyższy to nie znaczy, że jestem mała! - krzyknęłam
- Znaczy, znaczy - uśmiechnął się łobuzersko - Chodź tam sprzedają świetne lody. Trochę cię ostudzimy, chociaż też zależy jakie lody chcesz - po czym zrobił głupią minę i zaczął jednoznacznie poruszać brwiami. Ten chłopak jest niemożliwy.
- Zbok! -zaśmiałam się- a może ja nie chce iść? - uśmiechnęłam się zadziornie.
- Ty tu nie masz nic do powiedzenia
- Ey, ale co ty... puść mnie! - nawet się nie zorientowałam kiedy chłopak przerzucił mną przez ramię. Zaczęłam uderzać go pięściami w plecy, ale to nic nie dało, więc się uspokoiłam i czekałam. Kiedy doszliśmy Alvin odstawił mnie ,,niechcący'' dotykając mojego tyłka.
-To niechcący! :D To.. jakie lody chcesz?
- Waniliowe! Ale ty stawiasz! - zaśmiałam się triumfalnie
- Zależy co..
- Zbok! -rzuciłam tylko do pleców chłopaka. Po chwili wrócił z naszymi lodami. Siedzieliśmy dość długo,jedząc, gadając i wygłupiając się. Kiedy spojrzałam na zegarek okazało się, że siedzę z nim już ponad 3 godziny! Ale ten czas szybko zleciał..
- Ja już muszę iść, bo siostra będzie się martwić. - powiedziałam do roześmianego chłopaka, któremu mina zrzedła kiedy usłyszał,że muszę już iść.
- Nie zostawiaj mnie księżniczko! Bo się powieszę na papierze toaletowym! - klęknął na jedno kolano - i to na szarym, jednowarstwowym!
Nie mogłam i zaczęłam się niepohamowanie śmiać. Złapałam się za brzuch i usiadłam. Po chwili, Al dołączył do mnie. Śmialiśmy się dobre parę minut, ale w końcu musiałam iść.
- No niestety, ale królewiczu, nie rób takich głupstw! Dam ci mój numer, będzie w kontakcie! - uśmiechnęłam się i napisałam mu na ręku swój numer.
- Oh dzięki ci niewiasto!Odezwę się niebawem! - Pocałował mnie w policzek po czym zniknął. Zaśmiałam się raz jeszcze i w świetnym humorze wróciłam do domu.

ŻANETA

Wstałam, wypoczęta i pełna radości! Kiedy spojrzałam na zegarek okazało się, że była 11;04. Aż tak długo spałam??Pomyślałam, po czym zeszłam na śniadanioobiad.
W kuchni zastałam rozpromienioną Brittany. Hmm.. coś się musiało stać.
- Hejka!
- Oh, cześć Żan. Słyszałam, że wstajesz więc zrobiłam ci śniadanie- mówiąc to postawiła na stole naleśniki. Kocham je! Pałaszując naleśniki, postanowiłam wypytać trochę Brit.
- Jak się spało? - spytałam z naleśnikami w buzi co musiało wyglądać niesmacznie.
- Jak się je to się nie gada- zaśmiała się siostra- ale skoro musisz wiedzieć to znakomicie!
- aham.. a o której wstałaś? - uśmiechnęłam się już bez naleśników w buzi.
- o 8..
- 8?! To dziwne jak na ciebie, zazwyczaj śpisz do południa!
- Właśnie wiem. Dziwne no, ale co miałam zrobić? Wstałam ubrałam się i poszłam do parku pobiegać... - na chwile odpłynęła do krainy jednorożców, ale zaraz wróciła na ziemie- no i ten... no.. pobiegałam i wróciłam do domu! - Zrobiła ten swój znaczący uśmiech, czyli coś ukrywała. Takie rozmarzenie, odpływanie, jąkanie i ta mina.. Wiem!
- Zakochałaś się! - wykrzyknęłam wstając nagle z krzesła. Biedna niczego nie spodziewająca się Brit, aż podskoczyła rozlewając kawę. Ups..
- Przepraszam.. - cicho szepnęłam
- Nic się nie stało, ale ja się nie zakochałam! - pokręciła głową- Fakt, ze dziś spotkałam przystojnego, zabawnego chłopaka o brązowych włosach i oczach niczym fabryka czekolady... - znowu odpłynęła.. - Znaczy takie jednego, ale to nic poważnego!!
- haha jasne! A jak się nazywa ten twój rycerz? :D
- Eh.. -,- Alvin Seville. - zbladłam. Seville? Przecież to brat Szymona... Ciekawe, czy on też skojarzy fakty. Chociaż, przypominając sobie pierwsze spotkanie, na zbyt inteligentnego nie wyglądał.
- Żaneta..
- Co? A tak tak jestem! Po prostu ten twój chłopak.. Z jego bratem tworze piosenkę na muzykę.
- Serio? To super! Przyje razem z tobą do niego! Ok?
- No.. może.. nie wiem. W każdym bądź razie, ja idę się przejść teraz na miasto. Chcę trochę pomyśleć - uprzedziłam Brit, która pewnie chciała iść ze mną. Nie mam nic przeciwko, ale idę do Biblioteki, a ona raczej tego miejsca nie lubi.
- Okey- uśmiechnęła się- To ja idę na górę. Miłego!
- Dzięki! - powiedziałam po czym skończyłam swoje naleśniki. Talerz odstawiłam do zlewu po czym poszłam na górę się ubrać. Wybrałam odpowiedni zestaw Po czym poszłam do łazienki przebrać się i wykonać poranne czynności. Ubrana i wymalowana wyszłam z domu kierując się prosto do biblioteki. Kiedy weszłam wzięłam książkę, która mnie ostatnio interesowała. Po czym siadłam i zagłębiłam się w lekturę.

SZYMON

Alvin oglądał telewizje, a ja czytałem książkę o okresach godowych łosiów ( XD ). Niestety przeczytałem ją w niecałą godzinę. Brat był zajęty więc postanowiłem wybrać sie do Biblioteki po coś nowego do czytania. Idąc po nową książkę, rozmyślałem. Nad różnymi rzeczami, aż w mych myślach zagościła ona. Żaneta. Niby pusta diva, lecz pod grubą warstwą tapety skrywa się nieśmiała, mądra, wrażliwa dziewczyna, która dużo przeżyła sądząc, po koszmarze, który jej się śnił, gdy była u mnie. Ta dziewczyna jest naprawdę interesująca, może kiedyś odkryje jaka jest naprawdę, ale póki co, skoro ona woli się ciągle ukrywać, to nie będę nalegał. Skończywszy tą myśl przeszedłem do myślenia o łosiach. W końcu dotarłem do biblioteki. Wszedłem do środka, witając się z bibliotekarką. Szukając ksiażki przez regał zauważyłem dziewczynę, która do złudzenia przypominała mi Żanetę. Zaraz, Zaraz...
- Żaneta?!
-------------------------------------------------------------------------------------------
Dum dum dum. XD wogóle nie ciekawe, ale jeżeli chcecie nexta to piszcie... ;d
a i wiem, że nie umiem pisać i mam problemy z interpunkcją :/

Autorka: Kasia Tasia

*********************************************************************************

OK, to tak.. zacznijmy od tego - że jest to świetne! Trochę się nasiedziałam nad rozłączaniem niektórych wyrazów (polecam spację, Kasia xDD) ale warto :D Nie ma większych literówek, jest duużo opisów, emocji, nie dzieje się chaotycznie i nierealnie, dbasz o każdy wątek (o moje Alvittany! *o*) i jest również tajemnica :) Mi się to baaaaardzo podoba! 10/10 :D <3
I mam nadzieję, że zrobisz kolejne części :)
Niedługo będziesz normalnie lepsza w pisaniu niż ja i przejmiesz tego bloga xDD


sobota, 26 marca 2016

Fanfick: Niko Lora


KONCERT

Nie zniosę tego. Ciągle opowiada mi o tym Szymonie, czy jak mu tam. To, że ona się z nim ożeni. Yhy.. już to widzę.

- Brittany, zaraz będziemy. - oświadczyła podekscytowana brunetka. Zepsuła mi całego Sylwestra, i jeszcze się z tego cieszy.

- Super. - udałam radość. Po paru minutach, dotarłyśmy na miejsce koncertu.

    Był to wielki plac, wyłożony szarą kostką, na samym przodzie, stała scena, a zaraz pod nią barierka. Świetnie będziemy się tłukły, i tak jeszcze nikogo nie ma. Żaneta chciała przyjechać, godzinę wcześniej, by stać w pierwszym rzędzie. To jej inteligencja.

  Wysiadłam za nią z auta, naszej mamy i razem z brunetką skierowałam się, do kasy. Żaneta pokazała wielkiemu, ciemnoskóremu mężczyźnie dwa bilety. On lekko zdziwiony pozwolił nam iść pod barierkę. Na scenie stał ten cały zespół. Rozkładali instrumenty i sprawdzali wszystko. Ale ta Ela to ma szczęście, które nie będzie trwało długo, bo po powrocie ją zabije. Żaneta podbiegła do barierki. Jej czarne szpilki stukały. Pobiegłam za nią. Teraz to było słychać stukanie naszych obcasów. Tym sposobem, moja genialna siostra niepotrzebnie zwróciła na nas uwagę zespołu.

- Żaneta! Ogarnij się! - skarciłam fiołkowooką. Wlepiła swój wzrok w tego najstarszego. Biedny. Co on pocznie, jak zacznie się M&G. Ela chyba coś mu zrobi. Biedny. Robiło się coraz chłodniej. Zauważyłam, że niedaleko od barierki jest kawiarenka. Wezmę zamówię sobie kawę na wynos, skoro mam siedzieć tu pięć godzin.

- Żan, ja sobie kawę kupię. - szepnęłam jej na ucho. Ruszyłam w stronę kawiarenki.

  W środku było cieplutko. Tak jak myślałam, zamówiłam sobie dużą kawę. Chciałam już zapłacić, kiedy zorientowałam się, że nie mam pieniędzy, tylko kartę z pieniędzmi.

- Yyy, może być kartą? - spytałam.

- Jasne - odparł pracownik. Przejechałam po czujniku i kasa wypłynęła mi z konta. No świetnie, coraz mniej czasu do koncertu  R5, a mi ciągle kasy upływa. No nic.

  Zabrałam kawę i wyszłam ze sklepu. Skierowałam się do Żan, w celu ochrzanienia jej. W drodze sączyłam kawę, ponieważ w sukience, żakiecie, szpilkach nie jest za ciepło. Ale to Los Angeles, powinno świecić słońce. Na moje szczęście dotarłam do Eli. Nikogo jeszcze nie było. Tylko my i ten zespół stojący na scenie.

- Żaneta! - oburzyłam się.

- Co? - spojrzała na mnie.

- Czemu nie dałaś mi kasy? Teraz coraz mniej mam na koncert  R5, przez to, że ty nie dałaś mi pieniędzy i zataszczyłaś mnie na ten koncert. Wiesz, że nie przepadam za tym twoim zespołem, to ty nie mogłaś zabrać swojej przyjaciółki tylko mnie. A ja się pytam: Czemu?! - wygarnęłam jej, przykuwając uwagę tego zespołu.

- No przepraszam. Chciałam, że byśmy zrobiły coś razem. Coraz, rzadziej się widujemy, choć mieszkamy w jednym domu. Ty piszesz piosenki i je nagrywasz. Ja mam serial. I chciałam byśmy spędziły razem sylwestra. - spuściła głowę.

- No już okej. - przytuliłam ją. - Wytrzymam, dla ciebie. - odkleiłam się od niej i puściłam jej oko.




~*~




Ludzie powoli się już zbierali. Robił się tłok. Wolę, by ten koncert już się skończył. Gdy wybiła godzina 18:00, koncert się zaczął. Grali nawet fajnie. Przez dwie godziny stałam w miejscu i czekałam, aż to się skończy.

Dochodzi już północ. Zaraz nowy rok, a ja nadal tu sterczę. OMG. Niespodziewanie, coś dziwnego się stało. Dwaj bracia: Szymon i Alvin (Żaneta mi powiedziała), zeskoczyli ze sceny i podeszli do barierki, tam gdzie JA stałam, a obok mnie Żaneta. Zaczęli podchodzić, aż w końcu ten młodszy wpił mi się w usta. Usłyszałam piski fanek, fajerwerki. Chciałam się oderwać, ale on był silniejszy. Co za idiota! Chyba dwie minuty po tym oderwał się ode mnie. Spojrzałam na Żan, ten drugi ją całował. Co za tupet?!

Chciałam już coś powiedzieć, temu idiocie, ale on przerzucił mnie przez bramkę, zarzucił na plecy i zaniósł na scenę, mimo moim WYRAŹNYM oporom. Postawił mnie na ziemi, a obok mnie znalazła się moja siostra, z ogromnym bananem na twarzy. Założyłam ręce i posłałam mojej siostrze spojrzenie ,,Potem się zemszczę''. I tak zrobię. Zabiję ją. Całowałam się z jakimś  debilem w Sylwestra. To przegięcie. Zbiegnę ze sceny. Tak będzie najlepiej. No i zabiorę ze sobą Żan.

  Jak pomyślałam tak zrobiłam. Ściągnęłam Żanetę ze sceny, i stanęłyśmy z boku. Czekałyśmy na koniec koncertu. Jak będzie to całe M&G to im coś powiem. Minęło  pół godziny i niewielka grupka fanów weszła za kulisy. Włącznie ze mną i Żanetą, trzymającą palec na swoich ustach. Na końcu była moja i Żanety kolej. Ja grzecznie odmówiłam robienia mi z nimi zdjęcia i poczekałam, aż moja siostra skończy z nimi rozmawiać. Pewnie Eleonora to ma udanego Sylwka, nie to co ja.  Żaneta miała swoje pięć minut i mogłyśmy już iść. Chciałam już odejść, kiedy poczułam, jak ktoś łapie mnie za rękę i obraca w swoją stronę. O nie! To ten co mnie całował. Ten jak mu tam..Alvin. Stał niewyobrażalnie blisko. Czułam jego zapach i dość dobre perfumy wymieszane z potem. Na jego twarzy malował się uśmiech. Łobuzerski.

- Jestem Alvin - uśmiechnął się szerzej, ukazując rząd białych ząbków.

- A moje imię, nie powinno cię interesować - warknęłam obracając się w przeciwną od chłopaka stronę.

- ŻAN! - krzyknęłam odwracając się. Niestety zamiast na Żan, to wpadłam na tego Alvina. Nie wiem. Zresztą. Leżałam na nim. Nie cierpię takich sytuacji.

- Sorki - bąknęłam i się podniosłam. Już miałam wołać Żanetę, gdyż ktoś mi przerwał. Był to Teodor.

- Może zostaniecie dłużej? - zaproponował. SHIT. Ale ja mam pecha. Żaneta jak mój opiekun. Tia...nie mam jeszcze 18 lat. No ona mogła mną rządzić, więc musiałam z nimi zostać.




~*~




Stwierdzam, że się myliłam. Wszyscy oprócz Alvina są bardzo fajni. Brunet  jest straszny. Ciągle coś mówił i mnie podrywał.

- Wiecie, ja już pójdę. - powiedziałam, lekko poddenerwowana zachowaniem Alvina.

- Czekaj! - zawołał, za mną. Obróciłam się, a on wpił mi się w usta. Tyle, że ten pocałunek, był inny. Był delikatny, a jednocześnie stanowczy. Nigdy nie całowałam chłopaka o tak miękkich ustach. No i odwzajemniłam całusa. Co mi szkodzi spróbować? Wziął mnie do jednego z pokoi i położył na łóżku. Nie myślałam w tym momencie co robię. Przeżyliśmy razem cudowną, upojną noc.

*rok później*
Ja i Alvin jesteśmy razem, Żaneta z Szymonem, a Eleonorę poznaliśmy z Teodorem. Wszystko super się układa. Nigdy nie zapomnę tego cudownego dnia. Na zawsze w mej pamięci.


Autorka: Niko Lora

********************************************************************************


No dobra, to tak... Ogólnie mi się podoba, choć to zakończenie.. niby Alvittany itd ale dla mnie nie bardzo. Jako że to fanfick nie czepnę się że jest jeden dzień, ale najpierw cały czas mówi że to najgorszy dzień jej życia, potem że najlepszy. Nie znają się i już idą ze sobą do łóżka xD
Masz rozbudowane słownictwo, choć znalazłam kilka powtórzeń ;)
Szkoda że nie ma żadnej piosenki.. ale trzeba się cieszyć z tego co jest ^^
Więc jak mówiłam, ogólnie mi się podoba, takie mocne 8/10 :)


piątek, 25 marca 2016

Wesołych Świąt :3




HELLO EVERYONE! <3 

Z okazji Świąt Wielkanocnych, razem z całą naszą ekipą chcielibyśmy złożyć wam najserdeczniejsze życzenia :3  Życzymy zdrowia, szczęścia, miłego czasu w gronie rodzinnych, smacznego jajka i ...
A-L: Mokrego dyngusa! :D 
Tak, to też ^^ 
Więc po prostu, udanych świąt Wielkanocnych :)


Rozdziału oczywiście nie będzie, i mam nadzieję że mnie zrozumiecie - wiosenne porządki, pieczenie, pomaganie mamie ^^ No, a przecież przy rodzinnym stole nie będę pisać. Więc rozdział będzie albo w przyszłym tygodniu jakoś we wtorek, albo po prostu w piątek :) 
Postanowiłam coś... że z racji tego, że będzie Wielkanoc. Że przed chwilą wróciłam z godzinnego klęczenia w Kościele. I że mam do was słabość bo za bardzo was kocham... ASK dodam. Może i będą kolejne hejty i poganiania... ale jako że my to my - ze wszystkim damy radę ^^
Ale ostrzegam, i w tym będę konsekwentna - TRZY reklamy/poganiania przed askiem/rozdziałem/czymkolwiek i TYDZIEŃ opóźnienia z mojej strony. Myślę, że to zdrowy i uczciwy układ ^^


Jeszcze raz, Wesołych Świąt! <3 

niedziela, 20 marca 2016

Fanfik: Maddie M


BRITTANY

Był piękny słoneczny dzień. Siedziałam właśnie z moimi siostrami na przerwie przed szkołą. Żaneta czytała książkę, Eleonora rozmawiała z kimś przez telefon a ja słuchałam muzyki i rozkoszowałam się ciepłem promieni słonecznych. Mogłabym tak siedzieć godzinami. Nagle jak z transy wyrwał mnie dzwonek. Jak bardzo nie chciałam wracać do środka…do klasy…marzyłam, żeby tu zostać…najlepiej jeszcze długo. Wtem podbiegł do mnie jakiś chłopak i zabierając moją torbę pognał co sił w nogach do szkoły.
- Nie daruję ci Seville !!! – krzyczałam biegnąc za nim.
- Najpierw musisz mnie złapać! – wrzeszczał równie głośno.
- Sądzisz, że jestem wolna?
- Nie sądzę, ja tylko stwierdzam fakty.
- O nie, już nie żyjesz!
- Nie jestem tego taki pewien. – stwierdził ironicznie.
Byłam zła ale i śmiałam się najgłośniej jak umiałam. Pędziłam za Alvinem przez korytarz i w tym momencie drzwi do klasy się otworzyły. Wpadliśmy do klasy prawie potrącając nauczycielkę. Jednak w środku Alvin potknął się i upadł na ziemię pociągając za sobą mnie. Leżeliśmy teraz śmiejąc się z siebie i z min innych uczniów. Jednak nasza uciecha nie trwała długo. Oczywiście nauczycielka musiała się wtrącić. Zaczęła jeden ze swoich słynnych wykładów „jak należy zachowywać się w szkole”. Pod koniec odesłała nas do ławek i zaczęła prowadzić lekcję. Ja jednak nie mogłam się skupić. Myślałam tylko jak się zemścić na Alvinie. Po dzwonku poszłam więc prędko do szatni i razem z moimi siostrami udałyśmy się do domu.

ALVIN

Właśnie miałem wychodzić ze szkoły kiedy zatrzymał mnie mój brat Szymon.
- Stary, co to miało być? – pytał.
- Ale co?
- Co? W środku lekcji wpadasz z Brittany do klasy i tarzasz się po podłodze? Czy to normalne?
- O co ci chodzi? To nic takiego.
- Może i dla ciebie nic ale dla nauczyciela to wystarczająco, by napisać do Dave’a.
- Zluzuj. Nic się nie stało.
- Po co to zrobiłeś?
- Chciałem rozerwać Brittany.

Zdałem sobie sprawę z tego co powiedziałem. Momentalnie zrobiłem się czerwony i odszedłem jak najszybciej od Szymona.
- Czekaj, czekaj, co powiedziałeś?
- Ja? Nie…nic.
- Powiedziałeś, że chciałeś rozerwać Brittany. Dlaczego?
- A co cię to? – zapytałem oburzony.
- Czekaj, czy ty się przypadkiem nie zakochałeś?
- Ja? Coś ty! Powaliło cię?
- Zakochałeś się!
- Cii! Poza tym kto to mówi? Chłopak co cały czas wodzi oczami za Żanetą...to ty się zakochałeś.
- C…co? Ja nie wodzę z..za nią o…oczami.
- Jak tak, to ja jestem świnka Peppa!
Oboje skończyliśmy tę dyskusję. Poszliśmy czym prędzej do domu nie odzywając się do siebie już więcej. Poszedłem czym prędzej do swojego pokoju. Wyjrzałem przez okno do sąsiedniego domu i zobaczyłem…rozmawiającą nerwowo przez telefon Britt. Była w swoim pokoju i najwyraźniej kłóciła się z kimś. Domyślałem się o co chodzi.

BRITTANY

- Co? O co ci chodzi? – pytałam.
- O co mi chodzi? Co ty sobie wyobrażasz? Że możesz tak po prostu uganiać się po całej szkole z NIM?
- Ale…co?
- Wszystko wiem. Twoi kochani koledzy wszystko mi wypaplali. Jestem z tobą od dwóch dni a ty już takie coś odstawiasz? I jeszcze podobno na siebie wlecieliście!
- To nie tak. On się przewrócił razem ze mną. To nie była moja wina!
- Może i tak ale jednak. Czy można ci w ogóle ufać?
- Jak nie chcesz mieć ze mną nic do czynienia to nie! Bez łaski! Zresztą i tak wiem jak się gapisz za tą całą nową.
- Może i tak. Ale to nie o mnie mowa.
- Aha, czyli to, że ja się przypadkowo wywaliłam na Alvina jest złe a to że ty patrzysz maślanymi oczami za tą całą Lindsay to jest w porządku? Wiesz nie chce mi się z tobą gadać. To i tak od początku nie miało sensu.
- W porządku. To koniec. Już więcej mnie nie zobaczysz.
- I dobrze! Wolę być z kimś szczerym i lojalnym! – wykrzyczałam i rozłączyłam się.

Siadłam na łóżku. Nie miałam na nic siły. Trudno. Stało się. Tak naprawdę nie wiem czy do końca kochałam tego Alberta. Ale co było to było. Jest mi trochę smutno ale tylko z powodu, że nie umiał mi uwierzyć. Spojrzałam w okno. Na parapecie siedział Alvin. Gdy mnie zobaczył patrzącą na niego zachwiał się i spadł na ziemię. Wyglądał komicznie. To poprawiło mi trochę humor. Nawet się uśmiechnęłam. Pomyślałam o tym wszystkim, co się dzisiaj stało. Przypomniałam sobie twarz Alvina jak leżał na podłodze i te jego oczy lśniące tysiącami iskier…te głębokie, czekoladowe oczy…Stop! Dopiero co zerwałam z chłopkiem i już myślisz o następnym. Wzięłam laptopa i puściłam film.

Kiedy skończyłam oglądać była 00:25. Ziewnęłam i położyłam się po łóżka. Nie wiem dlaczego przed spaniem wysłałam jeszcze SMS do Alvina. Napisałam „Dobranoc” na co po chwili dostałam odpowiedź z dopiskiem „Księżniczko”. Nie wiedziałam o co chodzi, ale byłam zbyt zmęczona by o tym myśleć.


ALVIN

Nie wiem czemu co napisałem? Co ona sobie pomyślała? Wszystko zepsułem. Dobrze wiem o czym tak rozmawiała i z kim. Rozmawiała o dzisiejszej sytuacji z Albertem. Nie dość, że pewnie zerwała z chłopakiem to jeszcze to…nie nie nie…dlaczego? Dlaczego to wszystko spotyka mnie… gdyby tylko wiedziała…ale nie powiem jej tego…zresztą już jutro będę się jej musiał jakoś wytłumaczyć… Dlaczego to ja muszę mieć takiego pecha?!

BRITTANY

Szłam właśnie korytarzem na lekcję matematyki, kiedy wpadłam na Alvina.
- Cześć – powiedziałam
- Hej… jeżeli chodzi o tamto wczorajsze…to to było…przypadkiem. Przepraszam.
 - Nic się nie stało. Nie jestem zła. W zasadzie to to mnie trochę rozweseliło.
- Byłaś smutna? – jakbym tego nie wiedział…
- Tak…ale to długa historia.
Przerwał mi dzwonek. Pobiegliśmy czym prędzej do klasy. Już teraz nie tak jak wczoraj tylko normalnie usiedliśmy w ławkach. Lekcja przeleciała mi szybko. Całą przerwę spędziłam sama. Zastanawiałam się nad wszystkim co się do tej pory stało. Wtedy zrozumiałam, że tak naprawdę mam wielkie szczęście. Mam cudownych przyjaciół, wspaniałe siostry… niczego więcej mi nie trzeba.

Po ostatniej lekcji jak torpeda poleciałam do domu. Chciałam porozmawiać z Alvinem o jednej rzeczy. Nie zdążyłam w szkole, ponieważ miałam jeszcze dodatkowe zajęcia, a on wyszedł lekcje wcześniej. Gdy otworzyłam drzwi zobaczyłam…mojego ojca. Nie mogłam uwierzyć…nie widziałam go od dwóch lat odkąd wyjechał z kraju. Nie wiedziałam dlaczego wrócił, ale po minie cioci przeczułam, że to nie jest jeden z dobrych powodów.
- Cześć – powiedziałam mimo wszystko.
- Witaj…jak dawno cię nie widziałem… tęskniłem – rzekł spokojnie.
- Ja…to znaczy my też…
- Na szczęcie to już niedługo się zmieni.
- J…jak to?
- Skarbie – zabrała głos ciocia – wiesz, że tak naprawdę należycie do twojego ojca…to on jest waszym prawnym opiekunem…dzisiaj przyjechał w jednej konkretnej rzeczy…
- Przyjechałem zabrać was do mnie. Przeprowadziłem się na stałe do Nowego Yorku. Wyjeżdżamy… to znaczy ty i ja… w tą sobotę.
- Co?
- Twoje siostry nie mogą teraz wyjechać. Eleonora jest w pierwszej klasie, zadomowiła się i niezręcznie będzie mi ją teraz zabierać, bo ona jest mała i tego nie zrozumie… a Żaneta w tym roku pisze test gimnazjalny. Jak ją zabiorę ( biorąc pod uwagę że pisze za dwa miesiące) to będzie musiała powtarzać całą klasę…a ty jesteś na tyle dorosła, żeby zrozumieć, a test piszesz a rok więc damy radę.
- Jak to? Tak z Nienacka przyjeżdżasz i chcesz mnie tak po prosu zabrać? Bez uprzedzenia? Pomyślałeś jak ja się czuję?
- Ale skarbie…
- Nie mów tak do mnie! Czemu mi to robisz?
- Ja chcę być blisko ciebie…
- A to co ja czuję się nie liczy? A moje zdanie?
- Tak się składa, że to ja jestem twoim opiekunem, i to ja będę decydował gdzie będziesz i kiedy! Więc radzę ci się zabierać za pakowanie, bo ja nie spóźnię się na samolot przez twoje widzi mi się!

Nic już nie mówiłam. Pobiegłam do swojego pokoju. Czemu on? Czemu teraz? Wszystko jest tak dobrze…tak dobrze się układa…a tu pojawia się on i wszystko burzy…nie nie nie! Dlaczego? Czemu? Czemu?!?


ALVIN

Widzę w oknie zapłakaną Brittany. Nie wiem co się dzieje. Dzwonię, piszę… nic. Jakby mnie nie słyszała. Nie mogę na nią patrzeć. Chciałem do niej iść, ale przyszły jej siostry … rozmawiają o czymś.

ŻANETA

- Jak to chce cię zabrać? Tak po prostu? – pytałam i nie wierzyłam własnym uszom.
- T…tak. Właśnie kiedy… - płakała Brittany.
- Kiedy co? – drążyła temat Eleonora.
- Nie…nic… Ja nie chcę was opuszczać. – cały czas łkała moja siostra.
- My ciebie też nie…ale ja nie wiem czy coś można zrobić… - z trudem przeszło mi przez gardło.
- Wiem…wiem…ja będę strasznie tęsknić…nie wiem czy bez was wytrzymam.
- My też… - rzekłyśmy razem z Eleonorą.
- Dobra…I tak nic nie zmienimy… nie wierzę, że to mówię, ale pomożecie mi się p…p…akow…wa…ć ?
- Oczywiście kochana. To od czego zaczynamy?
- Od wyjęcia walizek …

ALVIN

Patrzę przez okno. Wyciągają walizki. O co w tym chodzi? Czemu pakują ubrania Brittany? Co się dzieje? Otworzyłem okno i krzyknąłem: „Brittany, o co chodzi? Dlaczego się pakujecie?”. Ona tylko stanęła w oknie ze łzami i zasunęła rolety…O co w tym chodzi? Muszę się koniecznie dowiedzieć co jest grane…

KILKA DNI PÓŹNIEJ

BRITTANY

Idę do szatni…dziś piątek…jutro wyjeżdżam. Jeszcze nie mówiłam w klasie…muszę zrobić to dzisiaj. Przypomniałam sobie Alvina sprzed kilku dni. Nie rozmawiałam z nim od tej pory. Tak bardzo mi go brakuje, jego żartów, jego uśmiechu…nie potrafię tego zostawić…

Doszłam do klasy. To teraz. Muszę im powiedzieć…Dobrego momentu nigdy nie będzie,ale lepszego chyba też…

Wchodzę do klasy. Pani zaprasza mnie na środek…
- Chciałabym wam coś powiedzieć…mianowicie…wyjeżdżam…do Nowego Yorku…na stałe…
W klasie zaległa cisza. Nikt nie potrafił nic powiedzieć…dopiero moja przyjaciółka rozpłakała się i przez łzy rzekła:
- B…będziemy t…tęsknić… - podeszła do mnie i mnie przytuliła
W jej ślady poszli inni, oprócz Alvina, którego nie było. Staliśmy tak długo…całe dwadzieścia minut. Pożegnałam się jeszcze raz i wyszłam z klasy udając się do samochodu mojego taty.


KILKA GODZIN PÓŹNIEJ

SZYMON

Szedłem właśnie korytarzem. Szukałem Alvina. Nic nie wiedział. Mi powiedziała Żaneta, a Teodorowi Eleonora. On jednak dalej nie miał pojęcia co zaszło. Znalazłem go na końcu korytarza prowadzącego na halę gimnastyczną. Podbiegłem do niego:
- Hej. Pożegnałeś się z Brittany?
- Jak to pożegnałem?
- Nie słyszałeś, że ona wyjeżdża?
- Co?
- Jutro rano jedzie z tatą do Nowego Yorku.
- O nie… - powiedział i odbiegł ode mnie.

ALVIN

Nie…dlaczego?! Czemu nic nie pokojarzyłem. Walizki, ten facet, jej siostry, jej łzy, jej zachowanie… Dlaczego ona? Czemu mi nic nie powiedziała? Byłem pełen smutku i złości na samego siebie. Biegłem ile sił w nogach do niej do domu. Była u siebie w pokoju.
- Britt…czemu nic nie powiedziałaś?
- Alvin ja…to nie takie proste…ja nie mogłam…nie mogę… ja wyjeżdżam… Na zawsze.
- Wiem, ale nie po to tu przyszedłem…
- Proszę cię ja nie chcę o tym rozmawiać…
- Wysłuchaj mnie…
- Proszę cię nie utrudniaj tego…błagam…
Wiedziałem, że nie da mi dojść do słowa. Nie próbowałem dalej. Po prostu posmutniałem i wyszedłem. Jednak stwierdziłem, że nie poddam się tak łatwo. Pobiegłem do siebie i wziąłem kartkę papieru.

Po blisko godzinie wybiegłem z domu. Do dziewczyn wpuściła mnie Żaneta. Pobiegłem do Britt. Nie było jej w pokoju. Stały tam tylko ogromne walizki. Otworzyłem jedną. Włożyłem kartkę do niej. Wiedziałem, że do słowa mnie nie dopuści, a nawet jeżeli, to nie dam rady nic już zmienić…

NASTĘPNEGO DNIA

BRITTANY

Jest godzina 9:00. Stoję na lotnisku. Mam walizki, ale limit bagażu powoduje, że jadą osobnym samolotem. Pożegnałam się już z rodziną i przyjaciółmi. Mój tata załatwia jakieś rzeczy. Alvin też przyszedł, ale nie miałam odwagi z nim porozmawiać. Zanim jednak odeszłam przekazałam Szymonowi kartkę dla niego. Obiecał mi, że da mu ją po moim odjeździe. Nie wiem dlaczego nie umiem mu powiedzieć tego w twarz. Napisałam mu tam wszystkie uczucia do niego i wyjaśniłam kilka spraw.

Przyszedł czas odlotu. Siedzę już w samolocie. Patrzę w okno. Jena łza spłynęła mi po policzku. Startujemy. W tym momencie uleciały ze mnie wszystkie pozytywne myśli. Została pustka. Cała jedna wielka pustka. Płaczę, płaczę, nic innego nie mogę zrobić. Zostawiam wszystko i wszystkich. Nie mogę się z tym pogodzić, nawet muzyka mi nie pomaga. Jestem sama… sama … bez nikogo…

ALVIN

Ona odleciała, już nie wróci, pustka wielka, smutek, żal. Nie mogę znaleźć sobie miejsca. Nie śpię już drugą noc. Nagle ktoś zapukał do moich drzwi. To był Szymon. Podał mi jakąś kopertę. Nic nie mówił tylko odszedł. Otworzyłem. To… list od Brittany…

„ Drogi Alvinie

Mówię ci to dopiero teraz, mimo, iż wiem, że to nic nie zmieni. Bez ciebie czuję pustkę. Tak bardzo chciałam kiedyś, abyśmy… niestety, to tylko morzenia. Skoro jednak wyjeżdżam, to chcę ci chociaż ci to powiedzieć… pewnie już wiesz o co mi chodzi… Tak… zakochałam się w tobie… od dłuższego czasu… jednak nie umiałam tego przyznać… Nie wiem co jeszcze mogę powiedzieć. Życzę ci szczęścia w życiu…

Powodzenia

Brittany”

Załamałem się, mogłem jej powiedzieć, mogłem zrobić to co chciałem. Teraz to już nie ma sensu…

BRITTANY

Rozpakowuję się. Mimo moich rzeczy dalej czuję pustkę. Przed chwilom znalazłam kartkę w jednej z walizek. Mam zamiar ją otworzyć…

Nie, to nie może być prawdą…czemu stchórzyłam… Dostałam kartkę od Alvina…

„ Droga Księżniczko,

Przepraszam, że mimo twojego wyjazdu nie mogę tego zataić. Nie umiem pisać ani wierszy, ani innych poematów. Nie umiem też owijać w bawełnę. Powiem więc prosto…jakby. Od pewnego czasu … jestem w tobie zakochany. Nie umiem inaczej… twoje oczy, błękitne i głębokie jak ocean, twoja twarz jak piękny kwiat… Wszystko, co w tobie jest piękne… Nigdy o tobie nie zapomnę… Nigdy moja Księżniczko…

Na zawsze twój

Alvin”

Moje serce płacze, ja płaczę, nie umiem inaczej. Tak bardzo żałuję, że nie próbowałam mu powiedzieć tego co ja czuję. Trudno, tego już nic nie zmieni… Tak bardzo za nim tęsknie… Rozpadam się…płaczę, płaczę i płaczę… Nawet mój tata coś zauważa… Puściłam sobie piosenkę, którą zaśpiewałam kiedyś z Alvinem…

I have never felt this way before,
I’m out of breath
I’m hardly thinking
My heart is beating fast
when I’m beside her
And she has never looked so beautiful
I feel so good
I feel so frightened
And I can’t back away
and can’t step forward
I think I found the golden rule
You love, you simply do
It’s something you don’t learn at school

With me all the while
hiding it behind a smile
I just couldn’t read between your lines
You were blind cause you're a friend of mine
Yet you were
With me all the while
You were keeping it inside a smile
Now I really wanna cross that line
I’m in love cause you're a friend of mine
And you were with me all the while

We have never been this close before
You make me feel
Like I belong here
You are the one I trust
The love I treasure
Stop looking for the golden rule
Just love and love will do
It’s something they don't teach at school

With me all the while
hiding it behind a smile
I just couldn’t read between your lines
You were blind cause you're a friend of mine
Yet you were
With me all the while
You were keeping it inside a smile
Now I really wanna cross that line
I’m in love cause you're a friend of mine
And you were with me all the while

Ooooh Ooooh

You were blind cause you're a friend of mine

With me all the while
You were keeping it inside a smile
Now I really wanna cross that line
I’m in love cause you're a friend of mine
And you were with me all the while

With me all the while

Yes, you were with me all the while



Nic nie pomaga… Jest jeszcze gorzej…


TATA BRITTANY

Moja córka jest coraz bardziej zdołowana. Chodzi smutna, płacze, zamyka się w sobie coraz bardziej. Prawie nie rozmawiamy. Nie mogę na nią patrzeć w takim stanie…

BRITTANY

Dzisiaj zawołał mnie do siebie tata. Podeszłam do niego. Od razu zadał mi pytanie:
- Jak się czujesz?
- Ok – skłamałam.
- Nie mogę patrzeć jak cierpisz…powiedz mi, czego ci potrzeba?
- Mojej rodziny, moich przyjaciół…
Zapadła głęboka cisza… Po chwili odezwał się znowu.
- Dobrze… pakuj się… jedziesz do domu.
- Naprawdę ?!?
- Tak … sam cię odwiozę.
- Dziękuję! – rzuciłam mu się na szyję. Przytulił mnie.
Wpadłam do pokoju jak burza. Pakowałam się najszybciej jak mogłam. Po godzinie byłam gotowa.
Pojechaliśmy na lotnisko. Wsiedliśmy w pierwszy samolot do Hollywood. Po kilku godzinach stałam znowu na tym samym lotnisku co tydzień temu.

Pojechaliśmy pod dom cioci. Wybiegłam z auta i wpadłam do środka. Dziewczyny zaniemówiły:
- Brittany !!! Wróciłaś!
Razem z ciocią rzuciły mi się na szyję. Ściskałyśmy się blisko pół godziny. Płakałyśmy wszystkie. Potem pociągnęły mnie do domu naprzeciwko. Nie pukając wparowały ze mną do środka. Szymon i Teodor byli na dole. Alvin nie ruszał się od tygodnia z pokoju. Krzyk jego braci tak go zainteresował, że wyjrzał przez drzwi. Gdy mnie zobaczył zmarł. Nie mógł się ruszyć. Po blisko pięciu minutach „odblokował się” i z taką szybkością był na dole, iż nie wiedziałam jakim cudem. Podniósł mnie do góry i zaczął okręcać wokół siebie. Nie mogłam się powstrzymać. Na nowo wybuchłam płaczem. To było to, co było mi do szczęścia potrzebne. To był on. Postawił mnie na podłogę i przytulił. Po chwili nie wiadomo jak staliśmy naprzeciw siebie. Ja miałam ręce na jego parkach a on swoją dłoń na moim policzku. Nie czekałam na znak. Bez wahania pocałowałam go w usta. To była pełnia szczęścia. Mojego szczęścia… Naszego szczęścia…

Autorka: Maddie M

*********************************************************************************

No! Fanfick od czytelniczki ^^
To tak, może zacznę od mojego komentarza.. tylko mój jest taki speszyl że w poście XD :D
Ogólnie mi się podoba ^^ Ale jak to ja, mam kilka uwag.
Po pierwsze, wszystko dzieje się trochę.. dynamicznie. Brakuje mi trochę opisów emocji.. bo tak.. no nie umiem tego wyjaśnić! >< Widać potencjał, ale trzeba popracować nad emocjami i ich opisami.
Jest sporo dialogów i fajna opisówka ^^ Ale brak przyrody, więc jakby nie umiem sobie wyobrazić tego, gdzie rozgrywa się akcja...
Tak w sumie, to tyle moich zastrzeżeń xD jest kilka błędów interpunkcyjnych, jak na przykład za dużo wielokropków, lub spacja przez znakiem zapytania bądź wykrzyknikiem, oraz kilka literówek ale ni ma ich aż tak dużo... norma przy pisaniu, bo czasem już same zlewają się literki :)
Szczerze mówiąc, raz mi się łezka zakręciła w oku..
Masz talent i mam nadzieję, że podeślesz mi jeszcze jakieś swoje prace, a jak na razie gratuluję tego, jak ci to wyszło. Mi się bardzo podoba, a teraz czekamy na opinie moich czytelników <3

Fanfick: Wilczek Miekkie Lapki

   Spoglądam w okno autokaru jadącego krętymi górskimi drogami.
   W górę, w górę…
   Wzdycham znudzona i zmęczona. Przyjaciele usiedli z tyłu – dla mnie miejsca nie starczyło. Siedzę więc sama gdzieś na przodzie pojazdu pełnego ludzi. Ukradkiem zerkam za siebie, na przyjaciół. Rozmawiają wesoło, śmieją się, pewnie cały autobus ich słyszy. Byłabym tam, robiła to, co oni: wygłupiała się w najlepsze, ale dla nie było miejsca. Więc siedzę samotnie, wpatrzona w widok za brudną szybą.
W górę, usłysz nas…
Myślę o naszym wyjeździe. O jeździe na nartach. Już zapomniałam, jak to jest. Ale sobie przypomnę. Zastanawiam się, jak będzie wyglądał nasz domek, który wynajęli chłopaki. Myślę też, co jeszcze będziemy robić, bowiem góry to nie tylko stoki narciarskie. Zwierzęta walczące o życie, rośliny w tej porze roku pokryte szronem, rwące strumienie, nigdy niezamarzające i leniwe rzeki skute lodem.
W górę, w…
Autokar zatrzymuje się gwałtownie, a ja opadam na oparcie. Zaintrygowana wychylam się do przodu. Och, to tylko łania przebiega przez jezdnię. Gdy wóz rusza silnik warczy zbulwersowany. W górę, krętą drogą.
Wyjmuję słuchawki, podpinam je to telefonu. Po chwili słyszę kojące dźwięki muzyki. Zwiększam głośność na tyle, by nie słyszeć krzyków towarzyszy podróży, albo przynajmniej je zagłuszyć. Ustawiam playlistę żeby leciała w kółko, po czym blokuję ekran i chowam smartfon do kieszeni.
W górę, w górę…
 Znów patrzę na widok za oknem, na przepaść tak blisko drogi. Przecieram zabrudzoną szybę rękawem, ale niewiele to daje. Wzdycham zrezygnowana, ale nie odwracam wzroku. W zapadającym mroku jest coś, co mnie przyciąga. Przed oczyma migają mi ośnieżone sosny, jodły i świerki, rzadziej widzę pozbawione zielonych ozdobników drzewa liściaste. Przez jakiś czas w pobliżu drogi płynie jeden z rwących strumyków, ale potem znika.
Uwierz...
Rozbrzmiewa muzyka celtycka, a nutom towarzyszy wycie wilka. Zamykam oczy i drżę lekko. Nie ze strachu czy z zimna. W sumie nie jestem pewna, dlaczego. Po moim ciele przebiega kolejny dreszcz, gdy muzyka przybiera na sile. Zaczynam oddychać troszkę szybciej, otwieram oczy, nieświadomie sięgam do kieszeni i zwiększam głośność na full. Następnie, wciąż nie w pełni świadomie zmieniam ustawienia, by leciał tylko ten utwór. Patrzę w okno, w pogłębiającą się ciemność. Gdzieś w tym mroku jest przepaść, metr czy dwa za barierką. A w przepaści? Nie wiem, ale coś mnie ciągnie w jej stronę.
Spójrz  w górę, usłysz pieśń…
Wzdrygam się i zdejmuję z głowy słuchawki. Im dłużej jedziemy, tym głos robi się wyraźniejszy. Przybiera na sile, jest coraz pewniejszy. Myślę, że mam jakieś schizy, ale i tak rozglądam się po najbliższych pasażerach. Gruby facet za mną śpi, przede mną siedzi kobieta z dwójką małych dzieci oglądających film na tablecie. Natomiast po przeciwnej stronie miejsce jest puste. Zakładam słuchawki, rozbrzmiewa mroczna, tajemnicza, a zarazem cudowna muzyka celtycka.
W górę, w górę…
- Dość! – fukam zdenerwowana.
Kobieta z dziećmi odwraca się i patrzy na mnie zdumiona. Zawstydzona wskazuję ręką telefon. Ona kręci głową, jakby mówiła „studenci”. Mimo to mogę odetchnąć z ulgą, bo razem z gardzącym spojrzeniem kobiety zniknął tajemniczy głos.
Jest już tak ciemno, że widzę tylko kontury najbliższych drzew. Mimo to przez resztę drogi uparcie patrzę w szybę i słucham muzyki.
Po blisko godzinie autobus zatrzymuje się na mojej, znaczy naszej stacji. W rękę biorę torbę z ubraniami i kaskiem na narty, a na ramiona zakładam mały plecaczek. Wysiadam wyjściem obok kierowcy, podczas gdy przyjaciele opuszczają pojazd z tyłu. Podchodzą do mnie, nie przestając wesoło trajkotać.
- Jenn, masz mapę? – pyta Sue, gdy już stoją obok mnie.
Kiwam twierdząco, po czym grzebię w torebce, by po chwili wydobyć plan. Sue włącza latarkę w telefonie, podczas gdy Sam i Marc studiują mapkę. Patrzę na nich z mieszanymi uczuciami. Cieszę się, że zaprosili mnie na wspólny wyjazd, ale jednocześnie mam wrażenie, że zrobili to tylko z grzeczności. Wzdycham ciężko i rozglądam się po okolicy. Oczywiście niewiele widzę, jedynie zaspy śnieżne, w których odbija się nikłe światło z telefonu.
W górę, w górę…!Niech rozbrzmi pieśń…!
Nagle w mroku, dokładnie naprzeciwko mnie, rozbłyskają dwa żółte punkty. Serca zaczyna mi bić szybciej, w głowie pojawia się jedna, ale natarczywa myśl: wilk. Robię krok w stronę przyjaciół, a świecące punkty podążają za mną. Jeśli to faktycznie wilk, powinnam ostrzec grupę. Ale nie robię tego. Odkładam torbę obok nich i siląc się na wesoły ton oznajmiam:
- Muszę skoczyć… Wiecie co.
Idę w mrok rozświetlając sobie drogę nikłym światłem telefonu i uważnie obserwując błyszczące lampy. Śnieg skrzypi mi pod butami, nie słyszę już przyjaciół, a dwa błyszczące punkty podążają równolegle do mnie. Nie czuję strachu, chociaż powinnam. Powinnam bać się o życie, a ja z dreszczem podekscytowania idę w las, niebezpieczne góry, obok niebezpiecznego drapieżnika.
Nie wiem, jak długo już idziemy, ale jest mi zimno i jestem zmęczona. Dostałam kilka SMS-ów od Sue, gdzie jestem. W końcu odpisałam: „Nie martwcie się o mnie, bo nie wrócę. Znalazłam to czego szukałam :D”. Podniosłam wzrok i wstrzymałam oddech z zachwytu. Oto stałam na skraju polany rozświetlonej blaskiem księżyca.
W górę...!
Rozglądam się i wreszcie go widzę. Czarny wilk wstępuje na polanę, po czym spogląda na mnie ponaglająco. Zafascynowana ruszam za nim, nie czując już zimna ani zmęczenia. Na środku polany jest ich więcej –szare, czarne, brązowawe i rude. Jednak mój wzrok pada górującym nad nimi wilku. Ślepia ma szmaragdowe, a sierść bielszą od śniegu. Wchodzę w krąg utworzony przez watahę i klękam przed białym wilkiem. Patrzy na mnie z góry, a ja zastanawiam się, kiedy zatopi kły w mojej szyi, jakie to będzie uczucie. Nic takiego jednak nie następuje.
- Dołącz do nas, siostro.
Rozglądam się ze strachem. Człowiek? Nie jestem jednak w stanie dostrzec człowieka w gęstwinie lasu.
- Nie bój się siostro. Dołącz do nas!
Po raz kolejny spoglądam w szmaragdowe ślepia. Nie mogę w to uwierzyć…
- T-ty mówisz?!
- Owszem siostro. Dołącz do nas.
Czuję, jak krew odpływa mi z twarzy. Rozsuwam trochę kurtkę i szarpnięciem zrywam z szyi srebrny łańcuszek, na którym zawieszony jest wisiorek przedstawiający wilka wyjącego do księżyca.
W górę!
Wilki zadzierają łby i rozbrzmiewa ich dzika pieśń.
W górę!
Powoli podnoszę głowę i patrzę w księżyc.
Niech usłyszą naszą pieśń!
Przymykam oczy.
Zew wolności!
- Zew wilka – szepczę równocześnie z głosem w mojej głowie. Na moment wszystko milknie, a zaraz potem tuż przede mną rozbłyska oślepiające światło.


Biegnę krętymi ścieżkami wydeptanymi przez zwierzęta.
Zaśpiewaj z nami…
Wzdycham zadowolona. Przed mną biegnie biały basior, a za mną reszta watahy. Łapa za łapą, odcisk w odcisk. Tutaj jest dla mnie miejsce, nie jestem odrzucona. 
Usłysz pieśń…
Czuję, jak powoli ulegam głosowi. Już ledwo pamiętam skąd się on wziął, skąd ja się wzięłam w watasze. Dawni przyjaciele są już ledwie cieniem. Nie ma dla mnie przeszłości, nie martwię się przyszłością. Liczy się jedynie teraźniejszość, to ona mnie określa.
Zew…

Biegniemy przez las w pogoni za zwierzyną. Przez ośnieżone lasy i góry niesie się nasza dzika pieśń wolności, która określa to, kim jesteśmy. Moi bracia i siostry już mnie uświadomili. Jestem jedną z nich. Nie mogę walczyć z Zewem Krwi, bo to głos mych pobratymców. Znalazłam swoje miejsce. Bez reszty poddaję się pieśni, odważnie brnąc przez śnieżne zaspy. Bo to właśnie mój dom. Góry, lasy, wieczna wędrówka. To mój dom.   

Autorka: Wilczek MiekkieLapki


*********************************************************************************

Nawet nie wiem co powiedzieć.. po prostu jedno wielkie WOOOOOOW... 

Cały tekst czytałam z otwartą buzią. Wyglądałam jak kompletna idiotka ale nie mogłam nic zrobić, a co najważniejsze - oderwać wzroku od tekstu. Ten powiew tajemnicy, mgła zagadki i na koniec cudowne zakończenie... jejku *o*
Przed wstawieniem, czytałam to już 10 razy a i tak to nie koniec. Za każdym razem te same emocje, tylko coraz mocniejsze... matko, dziewczyno to jest CU-DOW-NE! 
Ty to się lepiej zastanów poważnie nad książką.
Nie ma błędów, nawet jakbym miała wielką ochotę się do czegokolwiek przyczepić to nie mam do czego! Bo jedno powtórzenie to nic, przecież nikt nie zna na pamięć całego słonika wyrazów bliskoznacznych xD
Na prawdę, bardzo ale to bardzo mi się to podoba. Mimo iż nie jest to tematyka bloga, gucio mnie to obchodzi i tak to wstawiam bo wiem, że wszyscy muszą zobaczyć jak jesteś uzdolniona i jak potrafisz wstrząsnąć czytelnikiem nawet krótkim tekstem! 
Jest opis, jest wątek główny i poboczny, jest muzyka, jest nastrój, jest dialog.. normalnie - perfect *o* 
A teraz, czekamy na opinie czytelników ^^