niedziela, 10 grudnia 2017

Każdy zainteresowany moimi wypocinami - alert!

                                                         




                                                         To może was zainteresować ;)

Bardzo się cieszę że zostaliście ze mną!
Także, tam na górze jest link do moich nowych wypocin, w trochę innym stylu XD 
Możecie zapraszać znajomych, zbierać ekipę, stwórzmy tam taką super społeczność jak tutaj była!
Mam nadzieję że styl i pomysł Wam podpasuje, a ja w jakiś sposób was zainteresuję <3

KOCHAM WAS SKARBY!!! 

piątek, 1 grudnia 2017

Pytanko, czy powrót?

Hey, hay, hello everybody!!!
Dawno mnie tu nie bylo, ahh aż się łezka w oku kręci :')
Szybkie pytanie. Czy ktokolwiek tu jeszcze jest? Anyone is alive?
Bo jeśli tak, to jest moment aby się ujawnić. Gdyż możemy powrócić. Mogą powrócić opowiadania, może nie koniecznie o tej samej tematyce i może nie tutaj, a adres bym od razu podała. Pytanie tylko, czy toś chce. Chce? :D

sobota, 18 marca 2017

Zakończenie

Moi kochani. 
To dla mnie bardzo trudna decyzja, i nie piszę jej pod wpływem chwili, tylko wielotygodniowych przemyśleń. Jednak zwodzenie Was, że zacznę pisać, zwodzenie samej siebie i stwarzanie sobie wyrzutów sumienia, nie ma sensu. Jest mi naprawdę trudno to pisać, chcę przekonać sama siebie że podejmuję słuszną decyzję, ponieważ wiem że już po prostu naprawdę nie mam czasu na prowadzenie czynnego, aktywnego, regularnego bloga. Obowiązki szkolne w liceum znacznie mnie przytłaczają, nie mam czasu na nic innego oprócz nauki... Dlatego też z bólem serca chciałam Wam uczciwie i sprawiedliwie powiedzieć, że kończę tego bloga. 
Najprawdopodobniej nie pojawią się nowe posty, chyba ze coś mi się odwidzi i znajdę jakoś czas. Chcę być wobec Was fair, gdyż bardzo wiele wszyscy dla mnie znaczycie. Z tym blogiem wiążą się niezapomniane chwile, momenty, emocje, wzloty i upadki. Zawsze pozostanie mi do niego sentyment. Zawsze będzie w moim sercu. Wy zawsze będziecie w moim sercu. 
Jednak mimo wszystko wiem, że tak będzie lepiej. Płaczę teraz jak głupia nad klawiaturą, bo serce mi się kraje że muszę zakończyć coś na co tak ciężko pracowałam, a sukces odniosłam dzięki Wam. Nigdy Wam tego nie zapomnę. Wszyscy czytelnicy i komentatorzy tego bloga przyczynili się do wzrostu mojej pewności siebie, wiary w swój własny talent i mojej ogólnej zmiany na lepsze. Bardzo, bardzo, bardzo Wam dziękuję za każdą chwilę spędzoną na tym blogu, nad czytaniem moich wypocin, za nawet jedno słowo w komentarzu i każde wyświetlenie. Mam u Was dozgonny dług wdzięczności. 
Kocham Was i możecie być pewni, że nigdy nie zapomnę o tych opowiadaniach, wiernych czytelnikach i oddanych komentatorach. Dziękuję po raz setny w tym, najpewniej ostatnim, wpisie. Mam nadzieję że czasem pomyślicie o mnie ciepło. Nigdy Was nie zapomnę. Życzę Wam szczęścia, weny i odwagi do rozwijania swoich pasji. 

Miejmy nadzieję, do zobaczenia! 

P.S. Nadzieja umiera ostatnia. Nigdy jej nie traćcie. Bądźcie silni, odważni i nie traćcie czasu. Mówcie otwarcie o swoich uczuciach! 

poniedziałek, 13 lutego 2017

Propozycja ;)

Heyka :)
Czyta ktoś to jeszcze w ogóle? :/
Bo dostałam naprawdę fajną propozycję i mam ochotę się zgodzić :) Chodzi oto, żeby założyć nowego bloga. O całkowicie innej tematyce - Igrzyska Śmierci i H.P. w jednym. Co o tym myślicie? Jakbym pozakańczała serie tutaj? Bo mogę też zmienić tego bloga, ale wtedy również adres. Bo szczerze, nie chcę go zostawiać. Ale nie chcę też pisać, a żeby nikt tego nie czytał... Rozumiecie mnie choć trochę? xD Na wszystkie pytania mogę odpowiedzieć w komentarzach, ale chciałabym poznać Waszą opinię :)

sobota, 4 lutego 2017

One Shot 2 (3)

    
Są takie chwile w których masz ochotę rzucić wszystko i wyjechać. Są takie, w których trzymasz się kurczowo tego co masz. Są również te, dzięki którym czujesz że naprawdę żyjesz. Ale są również te beznadziejne. Którą z nich czułam wtedy? Żadną. Byłam pusta. Puściutka. Całkowicie. Nie czułam nic. Szczęścia, radości, smutku, ogromnej dziury w sercu, żalu, cholernej tęsknoty. Byłam jak wydmuchany balon. Wyłączyłam człowieczeństwo. 
 
Nie miałam pojęcia co się wokół mnie dzieje. Ale słyszałam jedno. Ten jeden, ciepły, przyjacielski, łagodny głos. Proszący mnie żebym się odezwała. Żebym dała sobie pomóc. Aksamitny ton błagający o najmniejsze słowo. Chciałam spełnić jego prośbę. Nie mogłam znieść tej nutki żalu i bólu w jego głosie. Mój najwspanialszy przyjaciel. Nie mogłam znieść jego cierpienia, mimo własnego. 
Ale gdy tylko coś mówiłam, wszystko wracało. Uderzało ze zdwojoną siłą. Każde najmniejsze uczucie. To było nie do zniesienia. 

Nie chciałam tego czuć. Chciałam zapomnieć. To była w końcu jedyna myśl. Po kilku dniach siedzenia przed oknem, wstałam. Ubrałam się. Umalowałam. Uczesałam. Spojrzałam w lustro i zobaczyłam zupełnie inną dziewczynę. Brązowe fale zmieniły się w połowę czerwonych pasm, delikatny makijaż zastąpił wyzywający, ciemny, mocny make-up. Zamiast dziewczęcych, pastelowych spódniczek, miała na sobie wyzywające ubrania. I te oczy. Oczy wyrażające tylko pustkę. 
Zmiana towarzystwa, otoczenia i zachowania nie dała kompletnie nic. Dodała tylko wyrzuty sumienia. Kto mi pomógł z tego wyjść? Mój najwspanialszy przyjaciel. 

On jednak nie dawał za wygraną. Próbował mnie odzyskać, próbował na nowo zdobyć, przysięgał że się zmieni. Cierpiałam bardziej z każdą odmową. Alvin nie pozwolił mi do niego wrócić.
Po ponownym Jego wyjeździe, suchość w gardle i tępe pulsowanie zamiast bicia serca było codziennością. Ale to nie był koniec. Oh, nie. Chłopak Natalii, najlepszy przyjaciel mojego ex, zmienił się. Do jakiego stopnia? Zmasakrował mnie w moim własnym domu. 

Jednak w międzyczasie, zdarzyła się pewna ważna rzecz. W marcu zawitało do nas kilku Włochów... Co ja gadam, plaga cała się zleciała. Najechali na Radom jakby to była stolica życia kulturalnego, rozmnażając się jak mrówki. Codziennie ich liczba wzrastała! Jednak Włoskie Ideały podbiły serca. 
Włoskie Ideały były... Idealne. W ciągu miesiąca zyskaliśmy nową parę - dwie maszyny do zabijania podbiły swoje serca, a Natalia zostawiła tego bydlaka na rzecz naprawdę wspaniałego Ruggero, traktującego ją jak największą Boginię. 

W maju weszłam naiwnie w nowy związek. Francuski Adrien okazał się jednak zdradziecką szują nie godną nawet słowa tutaj. Pierdzielony prostak. 

Przestawałam dawać sobie z tym radę. I wtedy przypomniała mi się jedna rzecz, a raczej osoba. Wtedy, gdy uczucia do Niego zaczynały powoli gasnąć i nabierać racjonalnego bytu, do serca zawitał pewien Włoch. Co dziwne, ten sam z którym rozmawiałam w styczniu, dwa miesiące wcześniej. Zaczęłam tęsknić, próbowałam się z nim skontaktować. Niestety nie udało mi się. Może gdybym to zrobiła, to wszystko potoczyłoby się inaczej. Zaczęłam za nim tęsknić, za długo o nim myśleć, wyłączać się, gadać jak najęta. To myśl o tym jednym chłopaku pozwoliła mi zapomnieć o bracie mojej najlepszej przyjaciółki. Jednak tęsknota za Nim, przerodziła się w tęsknotę za czarną czupryną, oczami jak świecący węgiel, uspokajającym tonem głosu... Nie mogłam tego znieść, choć dzielnie grałam silną. 

Zajęłam się szkołą, przedstawieniami, książkami i nauką. Pomogło. Jednak pomiędzy wierszami, czasem próbowałam doprosić się żeby do niego zadzwonić, choć na chwilę... Niestety, nie udało mi się to nawet na chwilę. Przez dokładnie pół roku. Wtedy, nieoczekiwanie, pojawił się. Powiedział zwykłe "cześć" z uśmiechem, a ja nie mogłam się ruszyć przez dobre kilka minut. Dobrze że był po drugiej stronie ekranu i opóźnienie mogłam zwalić na internet. Ale jednak pamiętam ten dzień. Miałam wtedy wieczorem przedstawienie, które wyszło cudownie. Przez kilka dni zawsze dziwiłam się na obecność Włocha, w duchu wręcz skacząc z radości. I jeśli mam być szczera, pamiętam prawie wszystko. Pamiętam datę zawarcia związku Alvittany, pamiętam co powiedziałam 12 maja 2009, pamiętam jaki pierwiastek z liczbą atomową podniesioną do sześcianu jest potrzebny do reakcji. Ale zabijcie mnie, nie przypomnę sobie kiedy zostaliśmy parą. Jest to tak naturalne i oczywiste, że wydaje się ze jestem z nim od zawsze. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Bez niego nie mam życia. O Nim zapomniałam całkowicie. 

Ten związek jednak był pierwszym moim udanym związkiem w całej burzliwej historii moich związków. Szaleńczo się zakochałam. Mogłam skakać ze szczęścia, cały czas miałam na twarzy wymalowany uśmiech, nawet mimo wszystkiego co się działo. Byłam z nim tak strasznie, niemożliwie szczęśliwa. Mój najwspanialszy bohater. Mój ukochany. I tym razem, nawet Alvin pobłogosławił mi mojego wyboru. 

Jednak brakowało mi jednej osóbki. 

**************************************************************************

Hi ^^ 

Nie jest może aż tak spektakularnie długie jak ostatnio, ale to tak się wydaje, bo opisówka długo się pisze >.< Ale jest dużo treści! ^^ I to nie koniec. Przewiduję jeszcze jeden, ewentualnie dwa rozdziały z tej opowieści, a następnie zabierzemy się za coś na czego samo wspomnienie niestety już mnie ponosi :) Życzcie mi powodzenia! 

czwartek, 2 lutego 2017

One Shot 2 (2)


   Gdy miałam 5 lat poznałam moją drugą najlepszą przyjaciółkę. Pierwszą, Natalię, znam odkąd praktycznie się urodziłam. Ta znajomość jest tak naturalna jak oddychanie. Olę, poznałam inaczej. Gdy przeprowadziłam się z moimi rodzicami, których kochałam nad życie, na moje osiedle. Mój jedyny bohater, pierwsza miłość 5-letniej księżniczki, tatuś, malował mi w tym czasie pokój na różowo z masą brokatowych koron, motywów z bajek i motylków, a ja wyszłam obok bloku na trzepak. Bawiłam się, jak to robią dzieci, sama ze sobą i wtedy dziewczynka w moim wieku, w żółtych okularach i pobrudzonych, jeansowych spodenkach podeszła do mnie. Gdy zapytałam jak ma na imię, uciekła, a ja poleciałam od razu za nią. Pobiegła do babci, mieszkającej w tym samym bloku co od niedawna ja, wbiegając na parter i wpadając do pierwszych drzwi na prawo. Ja za to wskoczyłam po schodach, zapukałam, i z szerokim uśmiechem bez przedniej jedynki zapytałam:

Dzień dobry, czy jest ta dziewczynka w okularach?

Od tamtego dnia jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami pod słońcem.

Dwa lata później, mój świat zawalił się po raz pierwszy. 
    
   Jak się niedługo potem okazało, Ola miała brata. Wiecie, dwa lata młodszy gnomek, ale oczywiście z którym dogadywałam się o niebo lepiej niż z moim własnym. Naturalnie gdy wychodziłam gdzieś z Olą, to z Nim też. On pomógł mi wyjść z kryzysu. Przed blokiem zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi, partnerami do chowanego, najlepszą drużyną do podchodów, najszybsi, cały czas ganiający się. Gdy wychodzę ja, wychodzi On. Gdy On, to i ja. Sypanie się piaskiem, sianem, trawą, ukrywanie się po kontenerach, łażenie po wszelkich dachach, rzucanie śnieżkami, wspólne zjazdy z górek, na sankach, wiele kłótni i zaraz potem wpierdzielania żelków. Wspólne zabawy na trzepaku, wyprawy do sklepów za ulicą. Dziadowe i cudowne prezenty na święta i urodziny. Nocowanie u Oli = cała noc śmiechów z Nim. Łaskotki, noszenie mnie, łaskotki, masaże... Pożyczał mi bluzę zawsze jak było mi zimno, dobierał ubrania jak "Nie umiałam się ubrać", zabierał czarny kapelusz, robił wszystko żeby tylko mnie rozśmieszyć. Żyć, nie umierać. Każda nasza kłótnia trwała pięć minut i kończyła się głupawką. Całe podwórko (składające się głownie z chłopaków) mówiło na nas "para" od zarania dziejów. A my za każdym razem reagowaliśmy inaczej - a to udawaliśmy że nie słyszymy, próbowaliśmy wszystkich zabić, udawaliśmy że to prawda... Do czasu. Przytulania, całusy w policzek, nagle zaczęły wywoływać rumieńce, motylki w brzuchu. Oczy nabierały blasku na widok siebie nawzajem. Jako że On był zawsze pewny siebie, zaczął mnie namawiać żebym została jego dziewczyną. Wytrzymałam w odmawianiu dwa miesiące. 

W lutym zostaliśmy parą. Lecz najlepsze było to, że prawie nic się nie zmieniło. Nadal zachowywaliśmy się jak dawniej, nadal nie miałam skrupułów żeby ganiać za nim po całym osiedlu  patelnią, a on żeby mi odpysknąć na każde przezwisko. Ale wszystko miało dodany smaczek. Skradanie pocałunków, wieczorne spacery, spuszczanie rąk wyżej bądź niżej... Nocowania u Oli zmieniły rytm z łaskotek, noszenia, łaskotek i masaży na łaskotki z całowaniem karku, noszenie z masą komplementów, łaskotki, masaże ale bardziej zmysłowe, wyczekiwanie aż wszyscy usną i całowanie się do białego rana... Moje urodziny były najlepsze. Cudowna, niezapomniana randka, wisiorek, kwiaty, księżyc... Idealnie. Sielanka trwała w najlepsze. 

Do czasu. A konkretnie, dwa miesiące. Potem mój ukochany, najcudowniejszy chłopak i przyjaciel pod słońcem, zaczął się robić zazdrosny. Zignorowałam to. Ograniczył mój kontakt z resztą chłopaków którzy byli moimi przyjaciółmi od dziecka. Nie zwróciłam uwagi. Znacznie częściej się kłóciliśmy i nie były to już kłótnie kończące się namiętnymi pocałunkami pod naszym drzewem. Kończyły się małymi siniakami, które łatwo było ukryć. Za mocny chwyt na ramieniu, ściśnięty nadgarstek... Nie zareagowałam. Wybaczałam mu dokładnie wszystko, co tylko chciał. I wtedy to ustało.

 Szczęśliwa, cała w skowronkach, z zakrytymi siniakami szłam obok moich przyjaciółek, gdy świat zawalił mi się po raz drugi. Jedyne co usłyszałam od ust skierowanych do mnie, to "Muszę wyjechać". Nic więcej. Wpatrywałam się w miodowe oczy jak urzeczona, dalej nic nie pamiętam. Pamiętam tylko rozdzierający ból. Dziurę, powiększającą się z każdym milimetrem jego oddalania się ode mnie. Wyrywane serce. Masę łez. Rozmowy na Skype, sms... To kompletnie nie było to samo. Nie zostałam z tym oczywiście sama. Miałam Olę, Natalię i naturalnie... Alvina. Mojego ukochanego, najwspanialszego pod słońcem Alvina. Alvina, Brittany, Wiktorię... Jakbym zaczęła wymieniać tu wszystkich, nie wyrobiłabym się w życiu. (Jak mam być szczera, pewnie wszystkich bym nie spamiętała!) Przez pół roku byli ze mną, nie pozwolili się stoczyć. Ich pomoc była nieopisana. 

W styczniu następnego roku, mi, Natalii i Oli została przedstawiona trójka rok starszych chłopaków. Mieszkali w Madrycie, choć każdy był innej narodowości. Michał, pochodził z Polski. Ma młodszego brata, Will'a. Sergio był Portugalczykiem. Jego młodsza siostra miała na imię Yoana. I oczywiście Juan, Włoch niecierpiący warzyw z oczami i włosami jak węgiel. Natalia jednak szybko zapomniała o Michale, najpierw pod wpływem Karola, jej ukochanego chłopaka i jednocześnie najlepszego kumpla mojego skarba oddalonego o setki tysięcy kilometrów. Ola i Sergio jednak, świetnie zgrali swoje zryte banie. Ja i Juan rozmawialiśmy raz. 

Tydzień później znów poczułam że żyję. Było to dokładnie w tym momencie, gdy poczułam silne, znajome jak nic innego, czułe ramiona oplatające mnie od tyłu w pasie. Gdy poczułam ten znajomy zapach kojarzący się z bezpieczeństwem, śmiechem i Nim. Usta na swojej szyi. I gdy usłyszałam cudowny głos mówiący moje imię. Wrócił. Mój jedyny, najlepszy wrócił. 
Sielanka zaczęła się od nowa. Nie odstępowałam Go na krok. Przez tydzień. Wtedy zauważyłam że coś się zmieniło. 

Na początku lutego Alvin coś zauważył. Nie chodziłam już w kolorowych ubraniach, nie miałam wiecznego wyszczerza i krótkiego rękawka, zaczęłam się mocniej malować, spędzać więcej czasu w łazience, przestałam tyle tańczyć i latać wszędzie gdzie się da... Tłumaczyłam się okresem i oczywiście, zimą. Kupił to na kilka dni. 
Nie dało się w końcu nie zauważyć siniaka na pół twarzy. Wtedy musiałam mu wszystko powiedzieć. 

I powiedziałam. Powiedziałam że jak On się zdenerwuje, czasem za mocno mnie złapie. Że ponosi go czasem. Że jest zazdrosny i dlatego tak się zachowuje. Tłumaczyłam i broniłam chłopaka, którego kochałam nad życie. Nie dopuszczałam do myśli możliwości, że mam go zostawić. Nie mogłam zostawić całego mojego świata. 
W moje własne urodziny jednak, niefortunnie upadłam przy uderzeniu na kant szafki. Straciłam pamięć na kilka godzin, a Alvin zaczął tracić cierpliwość. Skręcony nadgarstek, pęknięty piszczel, złamana kostka, trochę więcej siniaków na brzuchu... Z każdą raną była cała noc rozmowy. Aż w końcu dopiął swego. Wtedy myślałam, że go przez to znienawidziłam na zawsze, że jest zdrajcą, że mnie nie rozumie i chce zrobić mi na złość. Boże, niech mi wybaczy, że tak strasznie się myliłam. 
Zerwałam z moim życiem. Moim tlenem, światłem i nadzieją. A mój świat stanął w miejscu, rujnując się po raz trzeci. 


*******************************************************************************

Hey hay hello! ^^ 
One Shot o którego BARDZO NATRĘTNY KTOŚ bardzo się upominał i mnie poganiał...
Ktoś już wie o kim ja mówię. XD
Więc, wydaje mi się nawet długi! :)
Czekam na opinie :)  

niedziela, 29 stycznia 2017

One Shot 2 (1) - Prolog

    Wszystko ma swój początek i koniec. Mój początek był bardzo prosty. Koniec był trudniejszy. Jednak pomiędzy tymi dwoma częściami, jest jeszcze jedna, bardzo ważna część. Rozwinięcie. Całe życie. Decyzje, wybory, marzenia, miłości, przyjaciele, rodzina. Od ciebie zależy co postawisz na pierwszym miejscu, od ciebie zależy kogo wybierzesz jako najważniejszą osobę w życiu. Według całego mojego otoczenia, wybrałam źle. Cóż, moim zdaniem, to była najlepsza decyzja mojego życia.
Stanęłam przed lustrem, układając gęste, czekoladowe fale na ramionach. Kocie oczy podkreśliłam eye-linerem i maskarą, ciało okryłam żółtą, jednolitą, przylegającą sukienką i z szerokim, promiennym uśmiechem wyszłam z łazienki. Nie miałam jednak wtedy pojęcia że to właśnie w ten dzień, moje idealne i poukładane życie zamieni się w pasmo okrucieństw.



*************************************************

Heeey! :D Jest jedna... Nie, kilka osób które mogą kojarzyć co się tu dzieje xD A epilog do One Shot 1 jest w robocie! xD Na razie czekam na opinie samego prologu ^^

sobota, 28 stycznia 2017

Urodzinowe Życzenia!

Hey hey hey! :D
Śpiewamy dzisiaj wszyscy Sto lat, naszej jubilatce, a nawet dwóm!
Brittany i Victoria mają dzisiaj urodziny! :D
Z tej okazji, w imieniu wszystkich tu obecnych (i siedzących obok mnie - dla wtajemniczonych xD - i przed ekranami, proszę o dołączenie się!) chciałabym złożyć tej szurniętej dwójce:
- Wszystkigo najlepszego, tak klasycznie.
- Zdrówka, szczęścia, pomyśloności! I żeby Wiki już nie łamała więcej kości :D
- Spełnienia marzeń, od tych najbanalniejszych po te najbardziej pożądane!
- Wielkiego banana nie schodzącego z twarzy :*
- Cudnych ocen i zrozumienia matmy!
- Masy weny i czystego głosu :**
- Duuużo siły, cierpliwości i wytrwałości!
- Sukcesów :D
- I znacznie więcej wolnego, ale naprawdę wolnego, CZASU i odpoczynku.
- I żeby ten rok był wspaniały, żebyśmy wszyscy zapomnieli o zeszłym.


Więc podsumowując, wszystkiego co najlepsze dla naszych obu perełek! :* :* :*

Kochamy Was :* 

#Alvittanozjeb #z #Ekipą <3 <3 <3 

sobota, 21 stycznia 2017

One Shot 1 (4)


Siedzę przed kominkiem. Płomienie tańczą. Ładne. Zaraz patrzę na Niego. Ładny. Mrugam. Nadal tam jest. Co chwilę na mnie patrzy. Uśmiecha się. Nie umiem go naśladować. Ubiera choinkę. Pokazuje mi bombkę.
- Podoba ci się, mała? - Aksamit. Przechyla głowę. Kiwam swoją. Jest śliczna. - Nie tak śliczna jak Ty - poszerza uśmiech. Cmoka mnie w czoło. Lawenda i aksamit. Mmmm. Wstaję. Sięgam niepewnie po jedno świecidełko. Srebrne. Obracam je. Ładne.
- Możesz je powiesić gdzie tylko chcesz - Kiwam głową. Unoszę rękę. Zawieszam kulkę. Nagle staje mi przed oczami coś innego. O nie.

"Śmiejąc się, zawieszam z mamą kolejną bombkę. Jednocześnie słucham jak tata przygrywa na fortepianie jego utwór, kołysankę, którą skomponował dla mnie jak byłam mała. Po chwili z uśmiechem wspinam się na jego kolana, cmokając go w policzek. Tuli mnie do siebie, a ja ukrywam się chętnie w jego ramionach, obserwując jak mama dalej ubiera choinkę, z rozczulonym uśmiechem."

Zamieram.

******

Zaczesuję rudy kosmyk za ucho, patrząc jak brunet o czekoladowych oczach zapina mi łyżwy. Uśmiecham się do niego słabo, a on cmoka mnie w wierzch dłoni, dzięki czemu poszerzam uśmiech. Wstaję z jego pomocą.
- Dziękuję - cmokam co w policzek.
- Dla ciebie, dosłownie wszystko - uśmiecha się szeroko, obejmując ramieniem i pomagając mi dostać się na wielkie lodowisko. Obserwuję wszystko, nieświadoma słabych gwiazdek w oczach i wchodzę pewnie na lód. Nagle z głośników wydobywają się dźwięki 'Wham! - Wake Me Up Before You Go-Go", na co niespodziewanie wybucham chichotem. Daję mu się porwać do tańca na lodzie, poruszając się w rytm muzyki.

Wyciągam wysoką nutę razem z wokalistą, jednocześnie robiąc obrót, przechylając się do tyłu i dając się złapać wesołemu chłopakowi. Z uśmiechem patrzę prosto w jego fabrykę czekolady. Zatapiam się. Pochyla się w moją stronę, a ja zerkam przelotnie na jego usta. Odwzajemnia mój uśmiech, muskając nosem mój nosek. Marszczę go odruchowo, czując jego ciepły oddech na moich wargach. Aż w końcu przymykam powieki, dając mu złożyć słodki, czuły pocałunek na moich ustach. Powoli wsuwam dłoń w jego zimne, gęste włosy, dając mu się przytulić. Tak bardzo go kocham.


*****

Nie zwracając uwagi na wszystkich idiotów śliniących się na kawałek odkrytego ciała, ze skupioną miną sprawnie okładam manekina sprawnymi ciosami. Napinam każdy odpowiedni do tego mięsień, nie zwracając uwagi na gwizdy, jednak nie oszczędzam gapiom zapewniania widoków. "Nieświadomie" często się schylam, wypinam, eksponuję to i owo. Aż w końcu, po kilku godzinach, uśmiecham się triumfalnie na rozwaloną marionetkę. Zgrabnym ruchem odpycham włosy do tyłu, prostując się i przechodząc krokiem godnym modelki na strzelnicę.


*******************************************************************************

Tak, wiem, krótkie, ale to dlatego że zajmuję się już ostatnią, 5 częścią! :) One shot'y to krótkie historie, więc następna część prawdopodobnie będzie ostatnia.
Czekam na opinie ^^

piątek, 6 stycznia 2017

One Shot 1 (3)

***

- Alvin - mówię cicho, niekontrolowanie ochrypłym głosem od płaczu. Unoszę na niego duże, zapłakane oczy, a on głaszcze mnie delikatnie po policzku. 
- Hm, maleńka?
- Zabierz mnie stąd... Proszę -spuszczam wzrok, zaciskając lekko dłonie. On kiwa głową i pomaga mi wstać, biorąc za ręce. Opieram się o niego i wyprowadza mnie z sali. Wdzięczna, tuż za progiem oddycham z ulgą, rozluźniając się.

***

Otwieram oczy. Marszczę brwi. Nie pamiętam żebym przyszła do domu. O nie nie nie. Nie pamiętam. Nie wiem. Oczy mi się szklą. Zaczynam się trząść. Każda komórka ciała wypełnia się bólem. Boję się. Nie nie nie. Proszę. 
- Nat... Natalia, skarbie - Aksamit. Przytul. Proszę. Proszę przytul. Zbierz te ręce. Nie chcę ich. Nie chcę. Proszę. - Ćśśś... - delikatnie mnie przytula. Lubię to. Jednak się nie ruszam. Płaczę. Zabiera łzy kciukiem. Lubię jego dłoń. Ma ładną skórę. Lawenda. Pachnie lawendą. Uspokajam się. Nie zabiera dłoni. Śliczna skóra. 
- Już dobrze, kochanie... Ich tu nie ma - szepcze mi cichutko na ucho. Rozluźniam się. On wie. 

***

Śmiejąc się z żartu tandetnego żartu blondyna, obserwując mijającą za szybami drogę, co chwilę przenoszę wzrok na chłopaka za kierownicą. Przechylam głowę, gdy mnie na tym przyłapuje z wyszczerzem. 
- Podziwiasz widoki? - pyta uchachany. 
- Oh, piękne te drzewa, wiesz? - uśmiecham się słodko, a on mruży oczy, podczas gdy ja wpadam na genialny pomysł. Niewinnie kładę jedną dłoń na jego udo, blisko rozporka, a on od razu zwalnia. 
- Prowokujesz - mruczy, mocniej mrużąc oczy. Kiwam niewinnie głową, przesuwając dłoń w górę. - Ostrzegam, to jest las - muskam opuszkami palców wybrzuszenie na spodniach, lepiej eksponując biust przez pochylenie do przodu. - Kina, ostrzegam - mruczy już lekko ochryple. Zaciskam dłoń. Zjeżdża na bok do lasu. 

***

" Stoję uśmiechnięta, zaczesując kosmyk blond włosów za ucho. I tak rozwiewa je wiatr, na co wesoło się śmieję. W końcu staję przy mikrofonie, spoglądając błyszczącym wzrokiem w ukochane, orzechowe oczy bruneta. Biorę głęboki wdech, i czysto śpiewam właśnie dla Niego.

Zatańcz ze mną jeszcze raz 
Otul twarzą moją twarz 
Co z nami będzie? - za oknem świt 
Tak nam dobrze mogło być 

Gdy ciebie zabraknie i ziemia rozstąpi się 
W nicości trwam 
Gdy kiedyś odejdziesz 
Nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też 
Zatańcz ze mną jeszcze raz 
Chcę chłonąć każdy oddech twój 
Co z nami będzie? - uwierz mi 
Tak jak ja nie kochał nikt 

Gdy ciebie zabraknie i ziemia rozstąpi się
W nicości trwam
Gdy kiedyś odejdziesz
Nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też 
Nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też 

W salonie wśród ciepłych świec 
Już nigdy nie zbudzisz mnie 
Już nigdy nie powiesz mi 
Jak bardzo kochałeś mnie 
Kochałeś mnie, kochałeś mnie... 

Czy słyszysz jak tam daleko muzyka gra? 

Zatańcz ze mną, jeszcze raz

Gdy ciebie zabraknie i ziemia rozstąpi się
W nicości trwam
Gdy kiedyś odejdziesz
Nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też

Zatańcz ze mną, ostatni raz

Nas już nie będzie i siebie nie znajdziesz też" 

Budzę się. Gwałtownie. Siadam. Auć. Boli. Krzywię się. Przełykam ślinę. Rozglądam się gorączkowo. Szybko oddycham. Skulam się. Nie nie nie. Boli. To boli. Łapię się za głowę. Ciągnę włosy. Nie chcę ich. Próbuję wyrwać blond pasma. Nie chcę ich. Nie chcę. Boli. Zaczynam krzyczeć. Nie nie, bo będą źli. Zamykam usta. Bezgłośnie płaczę. Kołyszę się. Pomocy. Pomocy. Pomocy. I wtedy wchodzi On. Nie patrzę na niego. Od razu mnie przytula. Mocno. Chcę się schować. Chowa mnie w swoich ramionach. Lubię jego ramiona. 
- Ćśśś... Spokojnie, maleńka, już dobrze... Jestem tutaj, spokojnie... - znów ładnie mówi. Spokojnie. Tak, spokojnie. Aksamitnie. Lubię aksamit. Wykonuję polecenie. Nie boli. On wie. 

***

Obserwuję bruneta o czekoladowych oczach, uśmiechając się do niego lekko. Przechylam głowę, wsłuchując się w czyste dźwięki jakie uzyskuje z gitary. Opieram lekko głowę o jego ramię, a on cmoka mnie w rude kosmyki. Zaczynam cichutko, czysto, tylko dla siebie podśpiewywać szeptem do melodii. Daję się przytulić. Wzdycham cicho, spoglądając mimowolnie na nadgarstki pokryte masą blizn. Chłopak podąża za moim wzrokiem, na chwilę, jak zawsze, zamierając. Odwracam szybko wzrok, pociągając ręce do brzucha i je przytulając. Pamiętam dokładnie dzień, w którym przestałam być nieustraszona. 

***

Ciężko dysząc, leżę pod chłopakiem na przednim, położonym siedzeniu. Blondyn ma nos w mojej szyi, ja w jego włosach, oboje próbujemy się uspokoić. 
- Wpędzisz mnie do grobu - mruczy ochryple, a ja się uśmiecham. 
- Przynajmniej nie siedzisz już na wózku - przechylam głowę, bawiąc się strupkami na jego plecach od moich paznokci. - Nie moglibyśmy robić tylu rzeczy... 
- To były najgorsze dwa miesiące mojego życia. 

*************************************************************************

...I jak? 
:D 
Podoba się, maybe? :3 ^^