poniedziałek, 24 października 2016

Uhh... Pomocy! >.<

PRZEPRASZAM! >.< 
Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam... 
Jestem beznadziejna, wiem >.< 
Ale ja już nie wyrabiam... 
Typowo, nie daję rady... 
Dlatego moje pytanie: 

NIE CHCIAŁBY MI KTOŚ POMÓC??? 

W pisaniu rozdziałów, ASK'ów (tak, nadal pamiętam o tamtym asku, nie przejmujcie się...), ogólnie w prowadzeniu bloga? Proooooszę! >.< 
Jakby ktoś chciał, piszcie w komentarzach, na maila, COKOLWIEK, ale naprawdę potrzebuję Waszej pomocy...
Liczę na was! Kooocham najmocniej <3 <3 <3

wtorek, 11 października 2016

Rozdział 22




No dobra, rozdział! 
To kontynuujemy to, co napisała KINIA3500! :)

- Nie dam rady! - mówi z westchnieiem Żaneta i zamyka z trzaskiem książkę.
Szyman patrzy na nią zza okularów.
- Żan.. Przeczytałaś zaledwie dziesięć stron.. - mówi chłopak.
- Wiem, ale.. Mam wrażenie, że gdzieś daleko dzieje się coś ważnego.. - patrzy mu w oczy - Że powinniśmy tam być..
Niebieskooki patrzy na nią zamyślony.
- Szymon, no powiedz coś! - krzyczy dziewczyna zrywając się nagle, gdy cisza trwa parę minut.
- Nie wiem co o tym myśleć.. - mówi Szymon i wychodzi z pokoju.

- Uspokoiłaś się już? - pyta Leo, siedząc na kanapie i tuląc Sarę z ramionach.
- Nie wiem.. - odpowiada dziewczyna jakby nieobecnym głosem, patrząc w martwy punkt.
Przez chwilę para siedzi w ciszy.
Po chwili rozlega się trzaśnięcie drzwiami i mija ich zamyślony Szymon.
- Hej, stary stało się coś? - pyta go z niepokojem Leo.
Chłopak wzdycha ciężko i siada obok nich na kanapie.
- Żaneta jest jakaś dziwna.. Mówi coś o "czymś ważnym".. O jakimś wydarzeniu, gdzie jesteśmy potrzebni.. - patrzy na parę.
- Pójdę do niej.. - Sara wstaje z objęć Leo i rusza do pokoju siostry.

*****************************************************

- Zróbmy sobie postój, co? - pyta Mia dysząc ciężko, łapiąc Finnick'a za ramię.
Chłopak który idzie przodem odwraca się i patrzy na zdyszanych i drżących z zimna przyjaciół.
- OK, zatrzymajmy się.. - mówi i zbacza z drogi kierując się w stronę wysokiego modrzewia.
Siódemka nastolatków siada pod drzewem i otula się szczelniej kocami.
Ella i Theo rozpalają ognisko i przygotowują skromny posiłek z sucharów i konserw.
Alvin bierze jedną z porcji i podsuwa ją swojej dziewczynie.
- Brittany, mała... Zjedz coś.. - niemalże prosi brunet.
Dziewczyna wpatruje się nieobecnym głosem w przestrzeń.
- Brittany... - chłopak unosi rękę i delikatnie dotyka ramienia rudej.
Dziewczyna wzdryga się i po jej twarzy spływa strumień łez.
- Bri.. - zaczyna znowu Alvin, ale przerywa mu krzyk Sebastiana.
- Uciekacie, uciekajcie! - wrzeszczy chłopak i wskazuje na ciemne cienie z błyszczącymi ślepiami wyłaniające się z ciemności.
Zwierzęta zwabione zapachem mięsa, wyszły z buszu, mimo strachu przed ogniem i ludźmi.
- To wilki! Uciekajcie!
Wszyscy zrywają się z miejsc i zostawiając wszystko rwą się do biegu w przestrzeń

****************************************************************************************************************************

Alvin, trzymając swoją dziewczynę w ramionach błyskawicznie wleciał na jedno z najwyższych, a równocześnie jedynych drzew w tym regionie. Finnick i Mia zaraz wlecieli za nimi, jeszcze wyżej, a Theo i Ella znaleźli kryjówkę na jednej z lodowych skał. Brunet o czekoladowych oczach nie myślał o niczym innym, tylko o tym że nareszcie, mimo wszystkiego tego co się dzieje, trzyma cały swój świat w ramionach. Wtulił jej nos w zimne, otulone kapturem włosy, ukrył w swoich ramionach i głęboko wzdychając rozkoszował się tą chwilą gdy i ona się w niego wtulała. 
Po kilku godzinach spędzonych na drzewie, cała grupka znacznie odpoczęła, mimo sytuacji która ich do tego zmusiła. W końcu, po porozumieniu się ze sobą krzykami, wszyscy zeszli z drzewa, jednak cały czas uważnie się rozglądając.
 - Może jednak powinniśmy zostać tam na górze? - zapytała niepewnie Mia, wczepiając się w Finnicka jak kleszcz. 
- Mała, musimy iść dalej... Im szybciej to zrobimy, tym szybciej będziemy w domu! - chłopak cmoknął ją w czubek głowy i mocno przytulił, ukrywając w swoich ramionach i uśmiechając się pod nosem na jej niepewne kiwanie głową, po czym ruszyli za resztą, jednak trzymając się z tyłu. Kilka godzin marszu w ciszy, dobrze na nich wpłynęło. Szczególnie na rudą, nadal będącą w ramionach swojego ukochanego i czującą się znacznie bezpieczniej. Całą drogę myślała o tym co jej się stało, jednak nic nie mówiła i pozwalała spadać swoim myślom do wielkich, lodowych przepaści które mijali. Właśnie tak mijała jej podróż. 

Żaneta i Sara późnym wieczorem postanowiły za to przeprosić swoich chłopaków. Same nie wiedziały co się z nimi dzieje, więc tym bardziej oni. Zrobiły pyszną kolację, założyły cudowne, wieczorowe sukienki i w końcu usiadły na dole z uśmiechami, spoglądając co chwilę na prześlicznie wystrojony ogród. 
- Wychodzimy! - usłyszały nagle i zdezorientowane szybko wstając, zanim zdążyły cokolwiek powiedzieć Szymon i Leo wyszli z domu, nawet na nie nie spoglądając. 

***************************************************************************************************************************

Tak, wiem.
Krótkie i bez sensu i jeszcze z opóźnieniem. 
Wiem. 
Ale przepraszam, mogą się pojawiać takie opóźnienia, mam strasznie dużo na głowie... Przepraszam.  

sobota, 1 października 2016

Rozdział 21


Brunet rozglądając się w około, szybko odnajdując wzrokiem okrywających się grubymi ubraniami przyjaciół sam podleciał po jeden z plecaków, natychmiast nakładając na siebie grubą kurtkę i kaptur, odszukując wzrokiem rudowłosą. Podlatując do niej, dopiero teraz mógł dobrze spojrzeć na jej liczne rany i siniaki, masę krwi, rozczochrane włosy, całkowicie rozmazany makijaż. Kucnął przy niej, mówiąc niezwykle delikatnie, nie mogąc patrzeć na jej ból:
- Brittany... - dziewczyna się wzdryga. Zaciska mocno powieki i jeszcze bardziej się skula, z fioletowymi od zimna czubkami palców. - ...Brittany, skarbie, proszę... Musisz się ubrać... - mówi cicho, najłagodniej jak potrafi, powoli wyciągając jej spodnie, buty, bluzę i kurtkę. Dziewczyna w odpowiedzi jeszcze mocniej się skula, wypuszczając masę łez. Chłopak od razu kręci głową, biorąc ją pewnie, ale niezwykle ostrożnie w ramiona i zakrywając samym sobą, a ona niezwykle mocno się w niego wtula, mocząc mu kurtkę. Alvin korzystając z okazji delikatnie zakłada jej spodnie, grubą bluzę, zimową kurtkę, czapkę, okrywa jej szyję szalikiem, a na stopy wsuwa ciepłe trapery, zaraz znów mocno przytulając.
- Ćśśśś... Spokojnie.. Już dobrze... - lekko ją kołysząc, zaczyna jej cicho szeptać na ucho - Jesteś już bezpieczna, nie dam cię skrzywdzić... Wrócimy do domu, maleńka... Nikt już nigdy więcej cię nie skrzywdzi...

W tym samym czasie, odchodzące od zmysłów Żaneta i Sara doprowadzały dosłownie do szału Leo i Szymona, cały czas krążąc niespokojnie po domu. Nieudolne próby uspokojenia ich, wywoływały jeszcze większy stres. Nie mogąc się na niczym skupić, w końcu Szymon wziął swoją dziewczynę za na ręce, wprowadzając do niej do pokoju, sadzając na jej łóżku, podając jej książkę i sam biorąc jedną spojrzał na nią, mówiąc:
- Doprowadzasz mnie do istnego szału, mała - wzdycha - Poczytajmy, co? - spogląda na wzdychającą dziewczynę, opierającą się o ścianę i niechętnie otwierającą książkę i sam, z ulgą, idzie w jej ślady.
Leo za to, w końcu podszedł do swojej wybranki, obejmując ją w pasie i pewnie wpijając się w jej usta.

*****************************************************************************
Jezu...
Ratuuunku...
Jeżeli taką długość będą miały teraz rozdziały to ja się powieszę... -.-
Liceum to nie dla mnie, chcę do gimnazjum >.<

...To nie jest rozdział, przecież do cholery to jakiś jego skrawek -.- Dobra, robimy konkurs! Konkurs/Zabawa!
Piszecie dokończenie rozdziału w komentarzach. Robicie co chcecie, tylko mi par nie rozbijać, żadnych śmierci ani pierwszych razów, bo to moja kwestia! XD Tylko takie 3 zasady :D
A jak już dokończycie rozdział, wstawiam cały, co wy na to?
Przymajmniej wyjdzie trochę dłuższy i każdy będzie mógł włożyć coś od siebie, możecie dawać nawet jedno zdanie, ale mam nadzieję że każda(y) coś napisze! Liczę na Was :* <3

Kocham Was! <3 <3 <3